- Lista wierszy głównych autorów awangardy
- Sierpień 1914
- Real Ebony
- Śmiech i Milton
- Ptak
- The Black Heralds
- Wiersz XX
- Oda do Rubén Darío
- Jaka szkoda!
- Sen
- Pochwała cienia (fragment)
- Koło głodnych (fragment)
- Motyl
- Jak nie być romantycznym i XIX-wiecznym
- Lustro wodne
- Wiersz 18 (fragment)
- Wiosna w zasięgu wzroku
- Gałąź
- I nasz chleb
- Ballada o nieobecnych
- Winiety flamenco
- Norma i czarny raj
- wschód słońca
- Każda piosenka
- Na zawsze
- Dogadajmy się
- U stóp dziecka (fragment)
- Miłość
- Miłość, która milczy
- Bibliografia
Te awangardowe wiersze pojawiły się w pierwszej połowie 20. wieku i scharakteryzowano, jak awangardowej prądu w ogóle, poprzez wolne i innowacyjny styl, nie związane z konwencjami literackimi.
Awangarda w poezji nie szanuje metryki, podejmuje ryzyko, jest lekceważąca i bardzo kreatywna, aż do praktykowania całkowitej wolności.

Ta anarchia jest widoczna w zastosowanej typografii i sposobie uchwycenia linii na papierze (do góry nogami lub w kształcie zwierząt, spirali itp.), Włączając rysunki, dźwięki i obrazy ze snów lub dziwne sytuacje.
Poezja awangardowa celowo odwołuje się do złej pisowni, tworzenia nieistniejących słów oraz do stosowania łączników i innych środków gramatycznych.
Temat jest również niezwykły, a słowa nie mają sensu wykraczającego poza same słowa, to znaczy nie ma sensu przenośnego.
Wszystkie te cechy były bardzo wyraźne w poezji awangardowej Europy. Kiedy ten prąd przeniknął Amerykę, pisarze tego kontynentu przyjęli go, aby wyrazić swoje socjalistyczne ideały polityczne i troskę o sprawy społeczne.
Z tego powodu w swoich wierszach tematycznych podejmowali problemy ludzkości, posługując się mniej lub bardziej subtelnymi metaforami, ale ostatecznie odzwierciedlając ich zaangażowanie na rzecz ludzi.
Możesz być zainteresowany 15 najbardziej wybitnymi przedstawicielami awangardy.
Lista wierszy głównych autorów awangardy
Sierpień 1914
Autor: Vicente Huidobro
To rocznik granic
Za horyzontem coś się dzieje
Na szubienicy o świcie wiszą wszystkie miasta
Miasta, które
węszą jak fajki Halalí
Halalí
Ale to nie jest piosenka
Mężczyźni odchodzą
Real Ebony
Autor: Nicolás Guillén
Widziałem cię przechodzącego pewnego popołudnia,
heban, i pozdrawiałem cię;
twardo między wszystkimi kłodami,
twardo między wszystkimi kłodami,
zapamiętało twoje serce.
Aará cuévano , aará sabalú.
-Prawdziwy heban, chcę statek,
prawdziwy heban, z twojego czarnego drewna …
-Teraz to nie może być,
czekaj przyjacielu, czekaj,
czekaj , aż umrę.
Aará cuévano , aará sabalú.
-Prawdziwy heban, chcę skrzynię,
prawdziwy heban, z twojego czarnego drewna …
-Teraz to nie może być,
czekaj przyjacielu, czekaj,
czekaj , aż umrę.
Aará cuévano , aará sabalú.
-Chcę kwadratowego stołu
i masztu mojej flagi;
Chcę mojego ciężkiego łóżka,
chcę mojego ciężkiego łóżka,
hebanu, twojego drewna,
och, twojego czarnego drewna …
-Teraz to nie może być,
czekaj przyjacielu, czekaj,
czekaj , aż umrę.
Aará cuévano , aará sabalú.
Widziałem, jak przechodzisz obok,
heban, i witałem cię:
mocno między wszystkimi kłodami,
mocno między wszystkimi kłodami,
zapamiętałem twoje serce.
Śmiech i Milton
Autor: Jorge Luis Borges
Z pokoleń róż
Które w głębinach czasu zaginęły
Chcę, aby ktoś został ocalony od zapomnienia, Który
nie ma śladu ani znaku między rzeczami
Co było. Los przygotował dla mnie
ten dar nazwania po raz pierwszy
tego cichego kwiatu, ostatniej
róży, którą Milton przyniósł mu do twarzy,
Nie widząc jej. O ty cynobrowy lub żółty
Lub biała róża wymazanego ogrodu,
Magicznie opuść swoją przeszłość
Odwieczne iw tym wersecie świeci,
Złoto, krew lub kość słoniowa lub kwaśna
Jak w jego rękach, niewidzialna róża.
Ptak
Autor: Octavio Paz
W przezroczystej ciszy
odpoczywał dzień:
przezroczystość przestrzeni
była przezroczystością ciszy.
Nieruchome światło z nieba uspokoiło
wzrost ziół.
Robaki na ziemi, między kamieniami,
w identycznym świetle, były kamieniami.
Czas w minucie był nasycony.
W pochłoniętej ciszy
południe dobiegło końca .
I śpiewał ptak, cienka strzała.
Zraniona srebrna skrzynia zawibrowała niebo,
liście się poruszyły,
zioła się obudziły …
I poczułem, że śmierć jest strzałą
, która nie wie, kto strzela
iw mgnieniu oka umieramy.
The Black Heralds
Autor: César Vallejo
W życiu są ciosy, tak silne… Nie wiem!
Wieje jak nienawiść do Boga; jakby przed nimi,
kac wszystkiego cierpiał
zbierze się w duszy … Nie wiem!
Jest ich niewielu; ale są … otwierają ciemne rowy
na najostrzejszej twarzy i najsilniejszych plecach.
Być może będą to źrebięta barbarzyńców Attila;
lub czarnych zwiastunów, których wysyła nam Śmierć.
Są to głębokie upadki duszy Chrystusa
jakiejś uroczej wiary, którą przeznaczenie bluźni.
Te krwawe hity to trzaski
trochę chleba przypalonego na drzwiczkach piekarnika.
A człowiek… Biedny… Biedny! Przewróć oczami
kiedy oklaski wzywają nas przez ramię;
zwraca szalone oczy i wszystko żyje
gromadzi się w spojrzeniu jak kałuża poczucia winy.
W życiu są ciosy, tak silne… Nie wiem!
Wiersz XX
Autor: Pablo Neruda
Mogę dziś wieczorem napisać najsmutniejsze wersety.
Napisz na przykład: „Noc jest gwiaździsta,
a niebieskie gwiazdy drżą w oddali”.
Nocny wiatr kręci się na niebie i śpiewa.
Mogę dziś wieczorem napisać najsmutniejsze wersety.
Kochałem ją, a czasami ona też mnie kochała.
W takie noce trzymałem ją w ramionach.
Pocałowałem ją tyle razy pod nieskończonym niebem.
Kochała mnie, czasem ja też ją kochałem.
Jak nie kochać jej wielkich nieruchomych oczu.
Mogę dziś wieczorem napisać najsmutniejsze wersety.
Pomyśleć, że jej nie mam. Czując, że ją straciłem.
Usłysz ciemną noc, a bez niej jeszcze więcej.
A werset spada na duszę jak rosa w trawę.
Czy to ważne, że moja miłość nie mogła tego zatrzymać.
Noc jest pełna gwiazd i nie ma jej ze mną.
Otóż to. W oddali ktoś śpiewa. W oddali.
Moja dusza nie zadowala się utratą jej.
Jakby chciał ją przybliżyć, mój wzrok jej szuka.
Moje serce jej szuka, a jej nie ma ze mną.
Tej samej nocy, która wybiela te same
drzewa.
My, wtedy, nie jesteśmy tacy sami.
Już jej nie kocham, to prawda, ale jak bardzo ją kochałem.
Mój głos szukał wiatru, żeby dotknąć jej ucha.
Innych. Będzie z innego. Jak przed moimi pocałunkami.
Jej głos, jej jasne ciało. Jego nieskończone oczy.
Już jej nie kocham, to prawda, ale może ją kocham.
Miłość jest taka krótka, a zapomnienie tak długie.
Ponieważ w takie noce jak ta trzymałem ją w
ramionach,
moja dusza nie jest zadowolona z jej utraty.
Nawet jeśli to ostatni ból, jaki mi zadaje,
i to są ostatnie wersety, które dla niej piszę.
Oda do Rubén Darío
Autor: José Coronel Urtecho
(Towarzyszący papier ścierny)
Pod koniec drażniłem twojego cementowego lwa.
Wiesz, że mój płacz to łzy
nie mam perły. Kocham Cię.
Jestem zabójcą twoich portretów.
Po raz pierwszy jedliśmy pomarańcze.
Il n'y a pas de chocolat - powiedział twój anioł stróż.
Teraz mogłeś doskonale
pokaż mi swoje życie przez okno
jak obrazy, których nikt nie namalował.
Twoja cesarska suknia, która wisi
ściany, hafty słów,
o ile mniejszy niż ta piżama
z czym teraz sypiasz,
że jesteś tylko duszą.
Pocałowałem twoje ręce.
«Stella - mówiłaś do siebie -
w końcu przybył po przystanku »,
nie pamiętam, co powiedziałeś później.
Wiem, że się z tego śmiejemy.
(W końcu powiedziałem ci: «Nauczycielu, chciałbym
zobacz faun ».
Ale ty: „Idź do klasztoru”).
Mówimy o Zorrilla. Powiedziałeś:
„Mój ojciec” i rozmawialiśmy o przyjaciołach.
Znowu „Et le reste est Literatura”
twój bezczelny anioł.
Byłeś bardzo podekscytowany.
„Cała literatura - reszta to ta”.
Wtedy zrozumieliśmy tragedię.
To jak woda, kiedy
zalać pole, miasto
bez zamieszania wchodzę
przez drzwi wypełniam korytarze
pałaców - w poszukiwaniu kanału,
morza, nikt nie wie.
Ty, który tak wiele razy mówiłeś «Ecce
Homo »przed lustrem
nie wiedziałem, który z nich to był
prawdziwy, jeśli taki istnieje.
(Czy chciałeś się rozerwać
szkło?) Nic z tego
(marmur pod niebieskim) w twoich ogrodach
-gdzie przed śmiercią modliłeś się na końcu-
gdzie jeżdżę z moją dziewczyną
nie szanuję łabędzi.
II
(Akompaniament perkusji)
Miałem bójkę
ze złodziejem twoich krawatów
(ja, kiedy chodziłem do szkoły),
który złamał twoje rytmy
uderzył w uszy …
Liberator, zadzwoniłbym do ciebie
gdyby to nie była bezczelność
przeciwko twoim prowansalskim dłoniom
(ja śpiewnik Baena)
w „Klawesynu babci”
-Twoje ręce, co za pocałunek,
Nauczyciel.
Spotykaliśmy się w naszym domu
zobaczyć, jak lecisz balonem
a wyszedłeś w kambuzie
-po tym jak odkryliśmy, że księżyc
to był rower-
i wróciłeś na wielką imprezę
otwarcia twojej walizki.
Babcia była wściekła
twoich paryskich symfonii,
a my, dzieciaki, jedliśmy
twoje woskowe gruszki.
(Och, twoje smaczne owoce woskowe)
Rozumiesz.
Ty, który byłeś w Luwrze
wśród marmurów Grecji,
i przebiegłeś marsz
ku zwycięstwu Samotraki,
rozumiesz, dlaczego do ciebie mówię
jak aparat
w Plaza de la Independencia
Cosmopolis of America,
gdzie nauczyłeś, jak wychowywać centaury
hodowcom bydła z Pampy.
Ponieważ szukanie mnie na próżno
między twoimi wymarzonymi zasłonami,
Skończyłem do ciebie dzwonić
«Nauczycielu, nauczycielu»,
gdzie twoja wspaniała muzyka
to harmonia Twojego milczenia …
(Dlaczego uciekłeś, mistrzu?)
(Jest kilka kropli krwi
w swoich gobelinach).
Rozumiem.
Przepraszam. Nic nie było.
Wracam do liny swego zadowolenia.
Ruben? Tak, Rubén był marmurowy
Grecki. (To nie to?)
„Wszystko w porządku ze światem” - powiedział nam
z jego wspaniałą prozaiką
nasz drogi panie Roberto
Brauning. I to prawda.
FINAŁ
(Z gwizdkiem)
W każdym razie Rubén,
nieunikniony obywatel, pozdrawiam cię
z moim melonikiem,
że myszy zjadły
tysiąc dziewięćset dwadzieścia i pięć
współ. Amen.
Jaka szkoda!
Autor: León Felipe
Jaka szkoda,
że nie mogę śpiewać w stylu
tego czasu, tak samo jak śpiewają poeci dzisiaj!
Jaka szkoda,
że nie mogę śpiewać głosem engoado
tych genialnych romansów
ku chwale tego kraju!
Jaka szkoda
, że nie mam ojczyzny!
Wiem, że historia jest taka sama, zawsze ta sama, że przechodzi
z jednej krainy do drugiej, z jednej rasy
do drugiej,
gdy
te letnie burze przechodzą z tego do innego regionu.
Jaka szkoda
, że nie mam regionu,
małego kraju, prowincjonalnej ziemi!
Powinienem urodzić się w sercu
kastylijskiego stepu
urodziłem się w mieście, o którym nic nie pamiętam;
Spędziłem niebieskie dni mojego dzieciństwa w Salamance,
a młodość, mroczną młodość, w górach.
Później … nie rzuciłem ponownie kotwicy
i żadna z tych ziem nie podnosi mnie
ani nie wywyższa, abym
zawsze mógł śpiewać w tej samej melodii
do tej samej rzeki, która płynie,
tocząc te same wody,
do tego samego nieba, do tego samego pola i na tym samym Dom.
Szkoda
, że nie mam domu!
Dwór i emblematyczny
dom , dom,
w którym oprócz
innych dziwnych rzeczy trzymał
stary skórzany fotel, zjedzony przez mole stół
(powiedz mi
stare domowe historie, takie jak Francis Jammes i Ayala)
oraz portret mojego dziadka, który wygrał
bitwę.
Jaka szkoda
, że nie mam dziadka, który wygrał
bitwę,
przedstawionego z jedną ręką skrzyżowaną
na piersi, a drugą na rękojeści miecza!
A szkoda,
że nie mam nawet miecza!
Bo … Co ja zaśpiewam, skoro nie mam ani kraju,
ani prowincjonalnej ziemi,
ani
dworu i domu z ozdobami,
ani portretu mojego dziadka, który wygrał
bitwę,
ani starego skórzanego fotela, ani stołu, ani miecz?
Co ja zaśpiewam, skoro jestem wyrzutkiem
z ledwie peleryną!
Jednak …
w tej hiszpańskiej krainie
iw mieście w La Alcarria
jest dom, w
którym mieszkam
i gdzie pożyczyłem
sosnowy stół i słomiane krzesło.
Ja też mam książkę. A wszystkie moje wyprawy odbywają się
w
bardzo dużym
i bardzo białym pokoju
, znajdującym się w najniższej
i najfajniejszej części domu. Ten szeroki i biały pokój
ma bardzo przejrzyste światło … Bardzo przejrzyste światło wpadające przez okno wychodzące na bardzo szeroką ulicę. I w świetle tego okna przychodzę każdego ranka. Tutaj siedzę na swoim słomianym krześle
a ja pokonałem długie godziny
czytając książkę i obserwując
ludzi przechodzących przez okno.
Rzeczy mało istotne
wydają się książką i szybą w oknie
w wiosce w Alcarria,
a jednak wystarczy
poczuć w duszy cały rytm życia.
Że cały rytm świata przemija przez te okna,
gdy
ten pasterz, który idzie za kozami
z wielkim kijem,
ta obezwładniona kobieta
z ładunkiem
drewna opałowego na plecach,
ci żebracy, którzy przyjeżdżają, ciągnąc swoje nieszczęścia z Pastrany,
i to dziewczyna, która tak niechętnie chodzi do szkoły.
Och, ta dziewczyna! Zatrzymuje się przy moim oknie
zawsze i przykleja się do kryształów
jak do stempla.
Jak śmieszna jest
jego twarz
w szkle, zmiażdżona
z opuszczoną brodą i małym płaskim noskiem!
Dużo się śmieję patrząc na nią
i mówię jej, że jest bardzo ładną dziewczyną…
Potem nazywa mnie
„głupia!” I odchodzi.
Biedna dziewczyna! Nie przechodzi już przez
tę szeroką ulicę,
niechętnie idąc w kierunku szkoły,
ani nie zatrzymuje się
przy moim oknie,
ani nie pozostaje przyklejona do okien,
jakby to był obraz.
Tego jednego dnia zrobiła się
bardzo zła, bardzo zła,
a innego dnia dzwony biły, by umarła.
I w bardzo jasne popołudnie, w
dół tej szerokiej ulicy,
przez okno
zobaczyłem, jak zabierają ją
w
bardzo białym pudełku …
W
bardzo białym pudełku
z małym kryształkiem na górze.
Przez to szkło można było zobaczyć moją twarz
tak samo, jak wtedy, gdy była
przyklejona do szyby mojego okna …
Szyba tego okna,
która teraz zawsze przypomina mi małą szklankę tego
tak białego pudełka .
Cały rytm życia przechodzi
przez szybę mojego okna …
I śmierć też przemija!
Jaka szkoda,
że nie mogę śpiewać innych wyczynów,
bo nie mam ojczyzny,
ani prowincjonalnej ziemi,
ani
dworu i ozdobionego emblematami domu,
ani portretu mojego dziadka, który wygrał
bitwę,
ani starego skórzanego fotela, ani stołu. , nie miecz,
a ja jestem wyrzutkiem,
który ledwo ma pelerynę …
przyjdź, zmuszony, śpiewać rzeczy mało ważne!
Sen
Autor : Jorge Luís Borges.
Gdyby sen był (jak mówią) jeden
rozejm, czysty spokój umysłu,
Dlaczego, jeśli budzą cię nagle,
Czy czujesz, że skradziono ci fortunę?
Dlaczego tak smutno wstawać wcześnie? Czas
okrada nas z niewyobrażalnego daru,
tak intymne, że można je tylko przetłumaczyć
we śnie, który pozłaca czuwanie
snów, które równie dobrze mogą być odbiciami
pnie skarbów cienia,
ponadczasowej kuli, która nie została nazwana
i że dzień deformuje się w swoich lustrach.
Kim będziesz tej nocy w ciemności
marzenie po drugiej stronie ściany?
Pochwała cienia (fragment)
Autor : Jorge Luis Borges.
Starość (tak nazywają ją inni)
może to być czas naszej błogości.
Zwierzę zdechło lub prawie umarło.
Czy człowiek i jego dusza.
Żyję między jasnymi i niejasnymi formami
które jeszcze nie są ciemnością.
Buenos Aires,
który wcześniej był rozdarty na przedmieściach
ku niekończącej się równinie,
Powrócił do bycia Recoletą, Retiro,
zamazane ulice Dawnego
i zniszczone stare domy
które nadal nazywamy południem.
Zawsze w moim życiu było zbyt wiele rzeczy;
Demokryt z Abdery wyłupił sobie oczy, żeby pomyśleć;
czas był moim Demokrytem.
Ten mrok jest powolny i bezbolesny;
spływa po łagodnym zboczu
I wygląda na wieczność
Koło głodnych (fragment)
Autor : Cesar Vallejo.
Przez własne zęby wychodzę paląc,
krzyczeć, pchać,
ściągam spodnie …
Opróżnij żołądek, opróżnij jelito czcze,
nędza wyprowadza mnie własnymi zębami,
złapany kijem za mankiet koszuli.
Kamień do siedzenia
Czy nie będzie teraz dla mnie?
Nawet ten kamień, o który potyka się urodzona kobieta,
matka baranka, przyczyna, korzeń,
Czy nie będzie mnie teraz?
Nawet ten inny,
która minęła pochylona dla mojej duszy!
Albo wapienny, albo zły (skromny ocean)
lub ten, który nie służy już nawet do rzucenia na człowieka
Daj mi to teraz dla mnie!
Nawet ten, którego znaleźli przeklęty i samotny w zniewadze
Daj mi to teraz dla mnie!
Nawet krzywy i koronowany, w którym rozbrzmiewa
tylko raz chodzenie prawych sumień,
a przynajmniej ten drugi, rzucony w godny łuk,
spadnie samoczynnie,
w zawodzie prawdziwego serca,
Daj mi to teraz dla mnie! …
Motyl
Autor : Nicolás Guillén.
Chciałbym napisać werset, który miał
Rytm wiosenny;
być jak rzadki, piękny motyl,
jak motyl, który lata
nad swoim życiem, szczery i lekki
przetoczy się po twoim ciepłym ciele
ciepła palma
i wreszcie odpocznie jego absurdalny lot
–Jak niebieski kamień na prerii–
o ślicznej róży na twojej twarzy …
Chciałbym napisać werset, który miał
cały zapach wiosny
i jaki rzadki motyl będzie trzepotał
o swoim życiu, o twoim ciele, o twojej twarzy.
Jak nie być romantycznym i XIX-wiecznym
Autor : Nicolás Guillén.
Jak nie być romantycznym i XIX-wiecznym,
Nie jest mi przykro
jak nie być zmartwionym
widząc ją dziś po południu
kłamie prawie bezkrwawo,
mówiąc z daleka,
daleko od głębi siebie,
łagodnych, miękkich, smutnych rzeczy.
Spodenki oraz spodenki
pozwala zobaczyć ich zatrzymane uda
prawie potężny,
ale jej chora bluzka na płuca
rekonwalescent
tak bardzo, jak jego szyja-fine-Modigliani,
tak samo jak jej pszeniczna jasna skóra,
Margarita znowu (tak precyzyjna),
na sporadycznym szezlongu
okazjonalnie telefonicznie,
oddają mi przezroczysty biust
(Nic, już trochę zmęczony).
Na ulicy jest sobota, ale na próżno.
Och, jak ją w pewnym sensie kochać
nie złam mnie
z takiej pianki, tak sonetu i madrygału,
Wyjeżdżam, nie chcę jej widzieć
z tak Musseta i XIX wieku
jak nie być romantycznym.
Lustro wodne
Autor : Vicente Huidobro.
Moje lustro, prąd w nocy,
Staje się strumieniem i oddala się od mojego pokoju.
Moje lustro, głębsze niż kula
Gdzie wszystkie łabędzie utonęły.
To zielony staw w ścianie
A twoja zakotwiczona nagość śpi w środku.
Na jego falach, pod lunatym niebem,
Moje sny odpływają jak statki.
Stojąc na rufie, zawsze zobaczysz, jak śpiewam.
Tajemnicza róża puchnie w mojej piersi
A na palcu trzepocze pijany słowik.
Wiersz 18 (fragment)
Autor : Vicente Huidobro.
Tutaj jestem na skraju kosmosu i daleko od okoliczności
Idę czule jak światło
W stronę drogi pozorów
Znowu usiądę na kolanie ojca
Piękna wiosna chłodzona przez wachlarz skrzydeł
Kiedy ryba rozwinie zasłonę morską
Pustka puchnie, by móc spojrzeć
Powrócę na wody nieba
Lubię podróżować jak statek oka
to przychodzi i odchodzi z każdym mrugnięciem
Już sześć razy dotknąłem progu
nieskończoności, którą otacza wiatr
Nic w życiu
z wyjątkiem krzyku z przodu
nerwowy oceaniczny, co nas ściga nieszczęście
w urnie niecierpliwych kwiatów
emocje są w określonym rytmie
Jestem cały człowiekiem
Mężczyzna zraniony nie wiadomo przez kogo
Za zagubioną strzałę chaosu
Ogromny teren człowieka
Tak przesadnie i głoszę to bez strachu
Przesadny, ponieważ nie jestem burżuazją ani znużoną rasą
Może jestem barbarzyńcą
Niezwykle chory
Barbarzyńca oczyszczony z rutyny i oznakowanych ścieżek
Nie akceptuję twoich wygodnych fotelików bezpieczeństwa …
Wiosna w zasięgu wzroku
Autor : Octavio Paz.
Polerowany czysty kamień,
gładki przód figury bez pamięci:
zimowe niebo, odbita przestrzeń
w innym głębszym i bardziej pustym.
Morze prawie nie oddycha, prawie nie świeci.
Światło zatrzymało się między drzewami,
śpiąca armia. Budzi ich
wiatr z flagami liści.
Wznosi się z morza, szturmuje wzgórze,
bezcielesny obrzęk, który wybucha
na tle żółtego eukaliptusa
i rozlewa się echem po równinie.
Dzień otwiera oczy i przenika
wczesną wiosną.
Wszystko, czego dotykają moje ręce, leci.
Świat jest pełen ptaków.
Gałąź
Autor: Octavio Paz.
Śpiewaj na końcu sosny
zatrzymał się ptak,
drżący, na jego trylu.
Stoi, strzała, na gałęzi,
zanika między skrzydłami
aw muzyce się rozlewa.
Ptak jest drzazgą
który śpiewa i płonie żywcem
na żółtej notatce.
Unoszę oczy: nic nie ma.
Cisza na gałęzi
na złamanej gałęzi.
I nasz chleb
Autor : Juan Carlos Onetti.
Wiem tylko o tobie
uśmiech Giocondy
z rozchylonymi ustami
tajemnica
moja uparta obsesja
odsłonić to
i bądź uparty
i zaskoczony
czując swoją przeszłość
ja tylko wiem
słodkie mleko twoich zębów
łagodne i kpiące mleko
to mnie dzieli
i na zawsze
wyobrażonego raju
niemożliwego jutra
spokoju i cichej błogości
płaszcz i wspólny chleb
jakiegoś przedmiotu codziennego użytku
że mógłbym zadzwonić
nasz.
Ballada o nieobecnych
Autor : Juan Carlos Onetti.
Więc nie dawaj mi powodu, proszę
Nie poddawaj świadomości nostalgii,
Rozpacz i hazard.
Myślenie o tobie i nie widywanie cię
Cierp w sobie i nie podnoś mojego krzyku
Rozmyślaj sam, dzięki Tobie, przeze mnie,
Jedyną rzeczą, jaka może być
Całkowicie przemyślany
Wołaj bez głosu, ponieważ Bóg pozwoli
A jeśli On ma zobowiązania
Jeśli sam Bóg nie pozwala ci odpowiedzieć
Salutowanie dwoma palcami
Codzienne, nocne, nieuniknione
Trzeba zaakceptować samotność,
Podwójny komfort
Zapach psa w te wilgotne południowe dni
Przy każdym powrocie
O każdej zmiennej porze zmierzchu
Twoje milczenie…
Winiety flamenco
Autor : Juan Carlos Onetti.
Za Manuela Torresa
«Dziecko Jereza»
który ma tułów faraona
Portret Silverio
Franconetti
Między włoskim
i flamenco,
Jak bym śpiewał
ten Silverio?
Gęsty miód Włoch
z naszą cytryną,
Byłem w głębokich łzach
z siguiriyero.
Jego krzyk był okropny.
Stary
mówią, że się zjeżyli
włosy,
i rtęć się otworzyła
z luster.
Przeszedłem przez tony
bez ich łamania.
Był twórcą
i ogrodnik.
Producent ronda
za ciszę.
Teraz twoja melodia
spać z echem.
Zdecydowane i czyste
Z ostatnimi echami!
Norma i czarny raj
Autor : Federico García Lorca.
Nienawidzą cienia ptaka
na przypływie białego policzka
i konflikt światła i wiatru
w zimnej hali śnieżnej.
Nienawidzą strzały bez ciała,
dokładna chusteczka pożegnalna,
igła, która utrzymuje ciśnienie i podnosi się
w rumieńcu uśmiechu.
Kochają błękitną pustynię,
wahające się wyrażenia bydła,
leżący księżyc biegunów.
kręty taniec wody na brzegu.
Z nauką o pniu i szlaku
wypełnić glinę świetlistymi nerwami
i ślizgają się po wodach i piaskach
delektując się gorzką świeżością swojej tysiącletniej śliny …
wschód słońca
Autor : Federico García Lorca.
Moje ciężkie serce
czuć się tuż obok świtu
ból ich miłości
i marzenie o odległościach.
Niesie światło świtu
siedlisko nostalgii
i smutek bez oczu
szpiku duszy.
Wielki grób nocy
jej czarny welon unosi się
ukryć się z dniem
ogromny gwiaździsty szczyt.
Co ja zrobię z tymi polami
zbieranie gniazd i gałęzi,
otoczony świtem
i napełnij duszę nocą!
Co zrobię, jeśli masz oczy
martwy w jasnym świetle
i nie może dotykać mojego ciała
ciepło Twojego wyglądu!
Dlaczego straciłem cię na zawsze
w to pogodne popołudnie?
Dziś moja klatka piersiowa jest sucha
jak zgaszona gwiazda.
Każda piosenka
Autor : Federico García Lorca.
Każda piosenka
to raj
z miłości.
Każda gwiazda,
przystań
pogoda.
Węzeł
pogoda.
I każde westchnienie
przystań
krzyku.
Na zawsze
Autor : Mario Benedetti.
Wiersz o wiecznej miłości.
Gdyby szmaragd był matowy, gdyby złoto straciło kolor, nasza miłość by się skończyła.
Gdyby słońce nie grzało, gdyby nie istniał księżyc, to nie miałoby sensu żyć na tej ziemi, tak jak nie miałoby sensu żyć bez mojego życia, kobiety moich marzeń, tej, która sprawia mi radość …
Gdyby świat się nie zmienił lub czas nie istniał, to nigdy by nie umarł, podobnie jak nasza miłość …
Ale czas nie jest potrzebny, nasza miłość jest wieczna, nie potrzebujemy słońca, księżyca ani gwiazd, aby nadal nas kochać …
Gdyby życie było inne i śmierć nadeszła, wtedy kochałbym cię dzisiaj, jutro … na zawsze … nadal.
Dogadajmy się
Autor : Mario Benedetti.
Nieodparty wiersz wyznający bezinteresowną miłość.
Partnerze, wiesz, że możesz na mnie liczyć, nie dwóch czy dziesięciu, ale możesz liczyć na mnie.
Jeśli kiedykolwiek zauważysz, że patrzę ci w oczy i rozpoznasz w mojej nucie miłości, nie ostrzegaj swoich karabinów ani nie myśl, że majaczę.
Pomimo tej pasji niczego nie podejrzewającej miłości, wiesz, że możesz na mnie liczyć.
Ale zawrzyjmy ostateczną umowę, chciałbym cię mieć.
Miło jest wiedzieć, że istniejesz, czujesz się żywy.
Mam na myśli liczyć od dwóch do pięciu, nie tylko po to, żebyś spieszył mi z pomocą, ale żeby wiedzieć, a tym samym zachować spokój, że wiesz, że możesz na mnie liczyć.
U stóp dziecka (fragment)
Autor : Pablo Neruda.
Stopa dziecka jeszcze nie wie, co to jest,
i chce być motylem lub jabłkiem.
Ale potem szkło i kamienie,
ulice, schody,
i drogi twardej ziemi
Uczą stopę, że nie może latać
że nie może to być okrągły owoc na gałęzi.
W takim razie stopa dziecka
został pokonany, upadł
W bitwie
był więźniem,
skazany na życie w bucie.
Stopniowo bez światła
poznał świat po swojemu,
bez znajomości drugiej stopy, zamknięty,
odkrywać życie jak ślepiec …
Miłość
Autor : Pablo Neruda.
Kobieto, byłbym twoim synem, gdybyś cię pił
mleko piersi jak wiosna,
patrzeć na ciebie i czuć cię przy sobie i mieć cię
w złocistym śmiechu i kryształowym głosie.
Czując cię w moich żyłach, jak Bóg w rzekach
i adorować Cię w smutnych kościach kurzu i wapna,
ponieważ twoja istota przejdzie bez bólu u mojego boku
i wyszedł w strofie - czysty od wszelkiego zła -.
Skąd mam wiedzieć, jak cię kochać, kobieto, skąd mam wiedzieć
kocham cię, kocham cię jak nikt nigdy nie znał!
Umieraj i spokojnie
kocham Cię bardziej.
I jeszcze
kocham Cię bardziej
i więcej.
Miłość, która milczy
Autor : Gabriela Mistral.
Gdybym cię nienawidził, moja nienawiść by ci dała
Słowami, głośne i pewne;
Ale kocham cię i moja miłość nie ufa
Do tej rozmowy o mężczyznach tak mrocznych!
Chciałbyś, żeby stało się krzykiem,
I pochodzi z tak głębi, że się cofnął
Jego płonący strumień, zemdlał,
Przed gardłem, przed klatką piersiową.
Jestem taki sam jak pełny staw
A ja wydaje się wam bezwładną fontanną.
Wszystko za moją niespokojną ciszę
Co jest bardziej okropne niż wejście w śmierć!
Bibliografia
- Historia literatury współczesnej. Odzyskany z es.wikipedia.org.
- Poezja awangardowa. Odzyskany z Educ.ar.
- Główni poeci awangardy XX wieku. Odzyskany z timoast.com.
- Wiersze awangardowe. Odzyskany z mispoemasde.com.
- Poezja awangardowa XX wieku. Odzyskany z estudioraprender.com.
- Awangarda, totalna transformacja. Odzyskany z vanguardistasecuador.blogspot.com.ar
- Neruda. Odzyskany z Neruda.uchile.cl.
- Oda do Rubén Darío. Odzyskany z poesi.as.
- Ciudad se va (s / f). Każda piosenka. Odzyskany z: ciudadseva.com
- Federico García Lorca (s / f). Poeta w Nowym Jorku. Odzyskany z: federicogarcialorca.net
- Prymitywne wątki (2016). 7 wierszy Jorge Luísa Borgesa. Odzyskany z: threadprimitive.wordpress.com
- Marksiści (s / f). Wiersze Vallejo. Odzyskane z: marxists.org
- Moja księgarnia (2010). Pięć wierszy miłosnych Nicolása Guilléna. Odzyskany z: milibreria.wordpress.com
- Norfi (s / f). Wiersze miłosne Mario Benedettiego. Odzyskany z: norfipc.com
- Poetycki (s / f). Juan Carlos Onetti. Odzyskany z: poeticous.com
- Czas toast (s / f). Główni poeci awangardy XX wieku. Odzyskany z: timoast.com.
