- Historia
- Przyczyny wypadku
- Rozbij się o górę
- Pierwszy dzień po wypadku
- Przetrwanie w ekstremalnych warunkach
- Wybór kanibalizmu, aby przetrwać
- Pierwsza wyprawa poza samolot
- Ostateczna wyprawa
- Bibliografia
Tragedia Andów była katastrofa lotnicza, która miała miejsce 13 października 1972 w argentyńskiej części gór Andów. Lot 571 Urugwajskich Sił Powietrznych przewoził 45 osób należących do urugwajskiej drużyny rugby Old Christians, z prywatnej szkoły Stella Maris. Podróż odbywała się z Montevideo do Santiago de Chile, ale z powodu awarii drugiego pilota samolot rozbił się na środku gór.
Ci, którzy przeżyli, musieli spędzić 72 dni w odosobnieniu pośrodku lodowca, w wyjątkowo niepewnych warunkach życia. Aby to osiągnąć, uciekali się do skrajnych środków, takich jak kanibalizm, co wywołało bardzo różne reakcje w prasie międzynarodowej.

Źródło: pixabay.com
Spośród wszystkich pasażerów lotu 16 zostało uratowanych ponad dwa miesiące po wypadku. Historia o tym, jak udało im się uratować, choć kontrowersyjna, zainspirowała wielu ludzi. Nawet dzisiaj popularna stała się trzydniowa pielgrzymka do miejsca uderzenia.
Historia
Lot 571 Urugwajskich Sił Powietrznych nie odbywał się na regularnej trasie 12 października 1972 roku. Samolot został wyczarterowany specjalnie w celu przetransportowania amatorskiej drużyny rugby Old Christians z Urugwaju do Chile, gdzie miał się rozegrać mecz z lokalnymi graczami.
Oprócz członków zespołu w samolocie znajdowali się również inni pasażerowie (głównie przyjaciele zespołu) oraz kilku członków załogi. W sumie 45 osób wystartowało z Montevideo samolotem sił zbrojnych Urugwaju, pilotowanym przez pułkownika Julio Césara Ferradasa, który miał ponad 5000 godzin lotu.
Jako drugi pilot wykonał lot podpułkownik Dante Héctor Lagurara, który nie miał dużego doświadczenia w pilotażu. Ponadto podróż była skomplikowana, gdy z powodu burzy, która wybuchła nad Andami, zespół musiał zatrzymać się na noc w Mendozie w Argentynie.
Chociaż istnieje bezpośrednie połączenie z Mendozy do Santiago, samoloty muszą osiągnąć wysokość około 8000 metrów, bardzo blisko granicy urządzenia używanego do lotu, która wynosi 8500 metrów. Ze względu na ryzyko związane z tą trasą pilot zdecydował się na zboczenie z trasy lotniczej A7.
Podróż tą trasą była znacznie dłuższa, a następnego dnia pogoda również bardzo utrudniła lot. Przez większość czasu chmury praktycznie zniszczyły widoczność urządzenia.
Przyczyny wypadku
Główny pilot latał wcześniej nad Andami 29 razy. Jednak tym razem trenował drugiego pilota, więc był za sterami urządzenia. Ze względu na warunki pogodowe podróż była znacznie trudniejsza.
W ten sposób urządzenie leciało na wysokości 5500 metrów, wykorzystując jedynie informacje otrzymane z przyrządów pomiarowych, które zawierał samolot. Ze względu na chmury nie mogli wizualnie potwierdzić jego lokalizacji.
Dlatego drugi pilot musiał polegać na informacjach, które otrzymał przez radio. Z powodu błędu w obliczeniach, w pewnym momencie sądził, że przekroczył już Andy i że jest nad Santiago de Chile.
Kontrolerzy miasta, z którymi się komunikował, pozwolili mu zejść, nie wiedząc, że nadal znajduje się nad górami. W ten sposób Lagurara próbował zejść na wysokość 3500 metrów. Wszystko to bez możliwości zobaczenia niczego.
Rozbij się o górę
W pewnym momencie turbulencja zniżania spowodowała, że samolot nagle opadł kilkaset metrów. W tym momencie zarówno pasażerowie, jak i piloci zobaczyli, że mają zderzyć się ze zboczem góry. Lagurara próbował ominąć przeszkodę, ale było już za późno.
Drugi pilot przez kilka minut utrzymywał samolot w pionie iz silnikami na pełnej mocy, próbując wznieść się ponad szczyt góry. W rzeczywistości, według świadków na miejscu zdarzenia, przez kilka chwil wydawało się, że mu się uda. Jednak ostatecznie samolot kilkakrotnie uderzył w górę.
W pierwszym trafieniu prawe skrzydło zostało wyrwane przez korzenie. Ponadto część kadłuba również odpadła, pozostawiając dziurę w tylnej części samolotu. W tym momencie trzech pasażerów i dwóch członków załogi wypadło z samolotu, pędząc na śmierć.
Wreszcie drugie skrzydło również zostało wyrwane wraz z częścią kabiny, zabijając dwóch innych pasażerów. Wrak samolotu pędził po zboczu góry, aż samolot zatrzymał się, aż zderzył się z zasypą śniegu. Podczas tego ostatniego uderzenia zginął również pilot Julio César Ferradas.
Kadłub samolotu spoczął na lodowcu o wysokości 3570 metrów, który później nazwano „Doliną Łez”. Punkt znajduje się w połowie drogi między granicami Chile i Argentyny, obok wulkanu Tinguiririca i 4650-metrowego Cerro Seler, którego jeden z pasażerów nazwał od jego uratowania.
Pierwszy dzień po wypadku
Spośród 45 osób znajdujących się w samolocie 33 przeżyło początkową katastrofę, chociaż kilku przeżyło to w bardzo złym stanie. Na przykład drugi pilot został uwięziony we wraku kabiny bez możliwości wyjścia, więc poprosił jednego z pasażerów o odnalezienie pistoletu i zastrzelenie go. Jednak mężczyzna nie.
Dwóch rugbystów było studentami medycyny - wśród nich Roberto Canessa - i szybko pracowali, aby zobaczyć powagę urazów innych i pomóc im w każdy możliwy sposób. Wśród tych, którzy przeżyli, jednym z najpoważniej rannych był Nando Parrado, który miał pęknięcie głowy i był nieprzytomny przez trzy dni.
Po pierwszej nocy przeżyło tylko 28 pasażerów.
Przetrwanie w ekstremalnych warunkach
Spośród 28 osób, które przeżyły, dwóch pozostało w śpiączce: Nando Parrado i jego siostra Susana. Reszta z nich próbowała zaimprowizować schronienie z pozostałościami kadłuba samolotu, zasłaniając szczeliny, które pozostały po wypadku, siedzeniami, śniegiem i bagażem.
Kiedy skończyli pracę, 28 stworzyło przestrzeń o powierzchni około 30 stóp kwadratowych, w której skulili się razem, aby przetrwać. Jeden z pasażerów, Fito Strauch, został liderem grupy i dzięki niemu sytuacja pozostałych nieco się poprawiła.
Na przykład Strauch wymyślił sposób na wydobycie wody w stanie ciekłym z lodu za pomocą arkusza metalu w celu skoncentrowania ciepła słonecznego. Zrobił również podstawowe okulary przeciwsłoneczne chroniące wzrok przed ślepotą śnieżną i coś w rodzaju wodoodporne buty do chodzenia po lodowcu.
Kiedy Nando Parrado obudził się ze śpiączki, po trzech dniach próbował obudzić również swoją siostrę, ale nie udało mu się i wkrótce potem zmarł. W ten sposób grupa ocalałych zmniejszyła się do 27 osób. Wkrótce zdali sobie sprawę, że ich największym problemem będzie brak pożywienia.
Pomimo reglamentacji tego, co mieli, w ciągu tygodnia skończyły się zapasy. Ponadto nie mieli sprzętu medycznego, ciepłej odzieży ani możliwości komunikowania się ze światem zewnętrznym, chociaż znaleźli małe radio, które pozwoliło im dowiedzieć się, jaki jest status ich poszukiwań.
W ciągu pierwszych 8 dni po wypadku rządy Argentyny i Urugwaju próbowały ich znaleźć. Jednak pomimo tego, że kilka samolotów przeleciało nad tym, gdzie się znajdowały, nie mogli ich zlokalizować, ponieważ kadłub samolotu był biały i zakamuflowany śniegiem.
Po ósmym dniu jeden z pasażerów usłyszał w radiu, że zostali pozostawieni na śmierć i nie zamierzają już ich szukać. W tym momencie zdali sobie sprawę, że są sami.
Ponadto lawina zabiła kilku kolejnych pasażerów i zwiększyła poczucie rozpaczy tych, którzy ją przeżyli. W związku z tym ich sytuacja była coraz bardziej niepewna.
Wybór kanibalizmu, aby przetrwać
Pomimo tego, że przetrwali tak długo, jak mogli bez jedzenia, ci, którzy przeżyli, wkrótce zdali sobie sprawę, że szybko umrą, jeśli nie znajdą jedzenia. Na środku lodowca o wysokości ponad 3000 metrów nie było niczego, na co mogliby upolować ani zebrać, dlatego jedyną opcją było zjadanie ciał zmarłych towarzyszy.
Mimo że był to jedyny możliwy sposób działania, początkowo wszyscy odmówili. Większość z nich była katolikami i obawiali się, że za samo myślenie o zrobieniu czegoś takiego Bóg ich ukarze. Nawet według kilku z nich później, wielu modliło się o przewodnictwo lub inne wyjście.
Tak więc zanim pogodzili się z kanibalizmem, próbowali wszystkiego, o czym mogli pomyśleć. Próbowali zjeść wyściółkę siedzenia, która była wykonana z bawełny lub skórę z walizek i butów, ale pogorszyło to ich zdrowie.
Dlatego po kilku dniach większość ocalałych postanowiła po trosze jeść mięso swoich towarzyszy. Tylko jeden z nich zdecydował się tego nie robić i wkrótce potem zmarł, ważąc zaledwie 25 kilogramów.
Pierwsza wyprawa poza samolot
Dni mijały, a ocalali zdali sobie sprawę, że będą musieli coś dla siebie zrobić, jeśli chcą wyjść z sytuacji, w której się znaleźli. Nikt ich nie uratuje, więc będą musieli zaryzykować pójście po pomoc.
Ze względu na ostatnie słowa pilota przed śmiercią wierzyli, że znajdowali się niedaleko na wschód od zamieszkanego obszaru Chile. Jednak w rzeczywistości znajdowali się prawie 80 kilometrów od najbliższego miasta.
Mimo to na zachód (tam, gdzie myśleli, że musieli się udać) znajdował się szczyt górski, więc trzej ochotnicy postanowili udać się na wschód, aby zbadać. Tam, niecały dzień drogi, znaleźli ogon samolotu. W środku znaleźli zapasy i zepsute radio, które próbowali naprawić bez powodzenia.
Następnego dnia wyruszyli ponownie, aby kontynuować marsz, ale drugiej nocy spędzonej na zewnątrz mieli zamarznąć na śmierć. Podczas pierwszego udało im się przeżyć tylko dlatego, że spali w ogonie samolotu.
Szybko zdali sobie sprawę, że jeśli chcą dokądkolwiek dotrzeć, muszą znaleźć sposób na poradzenie sobie z bardzo niskimi temperaturami w nocy. W trakcie burzy mózgów wymyślili coś w rodzaju przenośnego schronienia z izolacją samolotu i dzięki pracy zespołowej udało im się to w kilka dni.
Ostateczna wyprawa
Po ukończeniu budowy przenośnego schronu trzech pozostałych przy życiu pasażerów zdecydowało się udać na wyprawę na zachód. Jego pierwotnym pomysłem było wejście na szczyt góry; myśleli, że po drugiej stronie znajdą równiny Urugwaju.
Kiedy jednak udało im się dotrzeć do najwyższej części szczytu, zdali sobie sprawę, że ścieżka zajmie znacznie dłużej, niż się spodziewali. Tak więc jeden z ocalałych (który nie był zbyt zdrowy) wrócił z tymi, którzy czekali w samolocie.
Dwaj mężczyźni, którzy nadal szukali pomocy (Parrado i Canessa), szli dalej przez dziesięć dni, aż zdołali zejść do małej doliny. Po drodze skończyło im się jedzenie, ale niektóre oznaki ludzkiego życia, takie jak farmy czy pastwiska, pozwoliły im zachować nadzieję.
Pod koniec dziesiątego dnia spotkali dwóch mułowców, ale nie słyszeli, co mówią, ponieważ byli po drugiej stronie rzeki, która robiła dużo hałasu. Jednak następnego dnia obaj mężczyźni wrócili i wreszcie byli w stanie porozumieć się z ocalałymi.
Dwóch mułowców szukało pomocy w najbliższym mieście, aż w końcu helikopter zdołał dotrzeć do lodowca, na którym czekali pozostali ocaleni. Tym samym między 22 a 23 grudnia (72 dni po wypadku) uratowano ostatniego pasażera samolotu.
Po powrocie do domu ocaleni musieli zmierzyć się z opinią publiczną i własnymi problemami, z powodu decyzji o jedzeniu ludzkiego mięsa. Jednak pasażerom lotu udało się wreszcie odbudować swoje życie. Do dziś spotykają się raz w roku, aby wspominać to doświadczenie i podtrzymywać przyjaźń.
Bibliografia
- „Nieopowiedziana historia tragedii Andów i pseudonim:„ El 17 ”w: Infobae. Pobrane: 23 lipca 2018 r. Z Infobae: infobae.com.
- „Zjadanie ciał - by żyć aż do uratowania - było dla niektórych trudniejsze niż dla innych: szokujące świadectwo ocalałego z„ Cudu Andów ”w: BBC. Pobrane: 23 lipca 2018 z BBC: bbc.com.
- „44 lata po tragedii w Andach, co stało się z 16 ocalałymi?” w: Notimerica. Pobrane: 23 lipca 2018 r. Z Notimerica: notimerica.com.
- „Cud Los Andes” w: Panorama. Pobrane: 23 lipca 2018 r. Z Panorama: panorama.com.ve.
- „Urugwajski lot sił powietrznych 571” w: Wikipedia. Pobrane: 23 lipca 2018 z Wikipedii: en.wikipedia.org.
