- Lista opowiadań science fiction dla dzieci i młodzieży
- Elektryzująca gra
- Carlos i wycieczka do Astúnduru
- Echo Marsjanina
- Moja droga planecie
- Robert astronauta
- Marix
- Podróż na Marsa i czerwony kamień
- XZ-41, robot, który chciał być człowiekiem
- Santiago i Księżyc
- Burpy
- Gwiezdny posłaniec
- Androidy
- Esteban i C2-O2
- Lucy i królik
- Oliver i cierpliwość
- W rytmie technologii
- Przygoda w lesie
- Lyricslandia
- Park
- Atak obcych
- Niekończący się świat
- Moje drugie ja
- Wirus
- Rukos
- Nieoczekiwany przywódca
- Bibliografia
Te historie science fiction są te oparte na postępie naukowym i potencjale technicznym, które mogą być osiągnięte w przyszłości. Różni się od gatunku literatury fantastycznej, w której wszystko, co się wydarzyło, jest wynikiem wyobraźni autora. Ewentualny postęp technologiczny opiera się na science fiction i ma podstawy naukowe.
Jest również znana jako literatura antycypacyjna, ponieważ niektórzy autorzy przewidzieli pojawienie się wynalazków, tak jak w przypadku Julesa Verne'a z jego łodziami podwodnymi i statkami kosmicznymi.
Chociaż ten gatunek opiera się na postępie technologicznym, może rozwijać się w każdej przeszłej, obecnej lub przyszłej epoce, a nawet w równoległych wszechświatach i czasach. Ponadto postacie różnią się w zasięgu ludzi, aby osiągnąć formy humanoidalne oparte na robotach, a nawet stworzeniach nieantropomorficznych.
W ten sam sposób scenariusze tych historii zwykle różnią się między podróżami międzygwiezdnymi lub hekatombami, które powodują mutacje genetyczne u ludzi, a nawet ewolucją robotów, które przejmują kontrolę nad światem.
Lista opowiadań science fiction dla dzieci i młodzieży
Elektryzująca gra

Był sobie kiedyś chłopiec o imieniu Daniel, który był wielkim fanem gier wideo.
Kiedy skończył szkołę pobiegł do sklepu, gdzie mógł na nich grać, ale kiedy przybył, dostępne były tylko dwie maszyny, a jedna z nich była z napisem „niesprawne”.
Pobiegł do tego, który działał, ale chłopak pokonał go w wyścigu, a Daniel zamiast wracać do domu, zaczął przeglądać uszkodzoną maszynę wirtualnej rzeczywistości.
Nie wiedział, czego dotknął, ale następną rzeczą, którą zobaczył, był promień niebieskiego światła i po kilku sekundach znalazł się w zupełnie innym miejscu.
Wszystko wokół niego było jaskrawe, a kwadratowe postacie zaczęły się pojawiać, tworząc wieże i ścieżki. Ponadto, tuż przed Danielem pojawił się ogromny korytarz, który przypomniał mu o autostradach.
Idąc alejką, zobaczył unoszące się w powietrzu ciastko i miał przeczucie, że powinien je wziąć. Złapał go i zjadł.
Kiedy to zrobił, usłyszał dźwięk: „klin”. Nagle zaczął widzieć w prawym górnym rogu kilka liczb, które zaczęły się zmieniać (rosnąca liczba).
Wydawało mu się to dziwne, ale szedł dalej. Zobaczył inne ciastko, powtórzył operację i uzyskał ten sam wynik: klin i liczba ponownie wzrosła.
Wtedy zrozumiał, że to rodzaj wyzwania, jak te, które widywał w grach wideo. To go podekscytowało i zaczął przeszukiwać wszystkie zakamarki w poszukiwaniu ciasteczek, aby zdobyć punkty. Rachunek wzrósł.
Zauważył również, że w lewym górnym rogu hali znajdują się trzy zielone kółka. Po drodze znalazł coś, czego wcześniej nie widział: roślinę w ogromnej donicy.
Wydawało się normalne, ale było trochę nie na miejscu. Podszedł, dotknął go, roślina wydawała się ożyć i została w niego rzucona. Widział tylko ogromne, ostre zęby i następną sekundę: ciemność.
Obudził się na samym początku holu, w którym znajdowała się roślina. Zobaczył ją ponownie, ale tym razem jej nie dotknął. Zauważył, że w lewym górnym rogu zostały tylko dwa zielone kółka.
Następnie ruszył naprzód i ponownie zobaczył kilka doniczek podobnych do pierwszej, ale zignorował je i uniknął wszystkich.
Nagle znalazł drzwi inne niż poprzednie. Otworzył je i atmosfera się zmieniła; ściany nie były już niebieskie, ale błyszczące zielone, a podłoga nie była już solidna, ale raczej rodzaj sieci, która tworzyła wiszący most.
Był to bardzo wąski most, po którym można było chodzić tylko z jedną stopą przed drugą.
Kiedy próbował przez to przejść, z dołu zaczęły wychodzić jakieś strzałki, które groziły przewróceniem go. Jeden to zrobił.
Obudził się ponownie przed osobliwymi drzwiami. Otworzył je i znowu most. Spojrzał w górę i po lewej stronie zostało tylko zielone kółko.
Wziął głęboki oddech i przygotował się do przejścia. Dotarł na drugi koniec i tam były kolejne drzwi.
Otworzył go i znalazł kawałki metalu unoszące się jak zawieszone chmury. Te kawałki metalu utworzyły ścieżkę.
Aby przekroczyć tę przestrzeń, musiał przeskoczyć z jednego szczebla na drugi. Zrobił to iw połowie drogi zaczął zauważać, że strzałki spadają teraz z różnych kierunków.
Ale Daniel skoncentrował się, skakał i skakał, aż dotarł do celu. Kolejne drzwi. Otwierając te drzwi, zobaczył bardzo jasne światło, któremu nie mogę się oprzeć. Musiał zamknąć oczy.
Kiedy je ponownie otworzył, leżał na ziemi i patrzył na dach sklepu. Wokół niego było wielu ludzi, którzy go badali.
Daniel doznał porażenia prądem, kiedy przeglądał uszkodzoną maszynę.
Wszyscy wierzyli, że było to bolesne doświadczenie, ale Daniel czuł, że była to przygoda jego życia. W jaką grę wideo grał?
Carlos i wycieczka do Astúnduru

Oto historia pilota rakietowego Carlosa, który kochał swoją pracę. Uwielbiał wychodzić w kosmos i godzinami obserwować Ziemię i gwiazdy.
Pewnego dnia w podróży jego wizja została przerwana przez zielonkawą dłoń i pociągłą twarz z wielkimi ciemnymi oczami.
Carlos podskoczył w szoku, a jego koledzy zapytali go, co się stało. Carlos wstydzi się wyznać to, co widział. Nie był nawet pewien, co zobaczył, więc nie powiedział nic więcej.
Po chwili zebrała się i wróciła do okna. Nic nie widziałem.
Kontynuował swoje rutynowe zadania wewnątrz statku, aż zapomniał, co się stało i wrócił do swojego ulubionego zadania: patrzenia przez okno na krajobraz.
Wpatrując się w przestrzeń, ponownie zobaczył postać, ale tym razem nie był tak przestraszony, ale zaciekawiony.
Uważnie obserwował długie palce u nóg stworzenia, które było raczej małe i miało na sobie coś w rodzaju ciasnego zielonego garnituru, który okrywał go od stóp do głów.
Miała bladą twarz i była odkryta, przez co jej duże czarne oczy wyróżniały się jeszcze bardziej. Na torsie nosił rodzaj bardzo długiego łańcucha, który trzymał go na czymś, co wyglądało na jego statek.
Ale Carlosa uderzył wyraz dziwnego zdziwienia, jaki mógł zobaczyć na twarzy istoty, która ku jego zaskoczeniu wykonywała znaki rękami. Znaki, których nie rozumiał.
Jednak bez nikogo innego udało mu się wydostać ze statku i zobaczyć tę postać z bliska.
Kiedy był przed nim, przywitał go bardzo powolnym:
-Hoooo-la.
Na co postać odpowiedziała z zaskakującą naturalnością:
- Cześć, jak się masz? Jestem Eirika Spinklin. Obserwuję cię od dłuższego czasu i chciałbym, żebyśmy zostali przyjaciółmi.
- Jak to się dzieje, że rozumiesz mój język i mówisz nim? - zapytał zdziwiony Carlos.
- Długa historia podsumowana w: Miałem wielu ludzkich przyjaciół. Chcesz zobaczyć coś niesamowitego? Zauważyłem, że podziwiasz kosmos.
- Jasny! - odpowiedział Carlos bez wahania, choć od razu zauważył, że nie ma pojęcia, co to może znaczyć.
Erika wzięła go pod ramię i poprowadziła do czegoś, co wyglądało na statek kosmiczny. Nie miał silników ani niczego. To było tak, jakby unosił się i szybował w eterze w tym samym czasie.
Wewnątrz statku było dużo światła i przestrzeń tak szeroka, że nie sposób było pomyśleć, że znajdują się wewnątrz statku. W rzeczywistości nie było widać żadnych kabli, przycisków ani dźwigni.
Erika wskazała, że może usiąść i tylko wtedy, gdy to zrobił, mógł zauważyć, że rzeczywistość przed nim się zmieniła. Nie wiadomo skąd pojawił się rodzaj dużego ekranu z mapą z symbolami i obrazami, których nigdy nie widziałem.
Pas energetyczny wysunął się automatycznie, zmuszając go do wyprostowania się i uszczelnienia wokół jego talii.
- Nie panikować. - Eirika pospieszyła powiedzieć, widząc reakcję Carlosa. - Nasze systemy bezpieczeństwa z ludźmi są bardzo podobne do tych, których używają ludzie. Za kilka sekund będziemy w gwieździe K2G56.
- Sekundy? - zdążył powiedzieć Carlos, zanim poczuł silny zawrót głowy i zauważył lekki ruch statku.
W tym momencie pas był dezaktywowany i Eirika zaprowadziła go z powrotem do drzwi, ale kiedy je otworzył, nie mógł uwierzyć własnym oczom.
Wszystko było lekkie. Przed nim wznosiły się ogromne wieże żarzącego się światła, w których unosiły się bąbelki, w których wydawały się obserwować go maleńkie stworzenia.
„Witamy w K2G56” - wyjaśniła Eirika. To gwiazda, która służy jako stacja ładowania energii dla naszych statków i dla wielu organizmów we wszechświecie. Wodospad na dole doskonale łagodzi stres związany z burzliwą jazdą. Chcesz coś zjeść?
- Czy jesz?
- Jasne, jak myślisz, jak zdobywamy energię? Mam nadzieję, że dopracowali pizze. Mój ostatni ludzki przyjaciel zasugerował kilka zmian w sosie. Mam nadzieję że ci się spodoba.
Carlos nie mógł w to uwierzyć; inni astronauci widzieli to przed nim i nikt o tym nie wiedział. Był w jakiejś uniwersalnej stacji obsługi kosmicznej, a przy okazji jadł pizzę.
Po żarłocznym zjedzeniu najlepszej neapolitańskiej pizzy, jaką kiedykolwiek jadł, usłyszał, jak Erika mówi: Astúnduru.
- Astúnduru? - zapytał Carlos.
- To magiczne słowa naszego systemu. Używamy go, aby uhonorować tych, którzy wypełnili swoją rolę i odnieśli nam w ten sposób pożytek.
- Ach już! To tak, jakby powiedzieć: dziękuję.
- Tak, to jak podziękowania od ludzi. Mówiąc o ludziach, myślę, że powinniśmy wrócić, zanim zauważą twoją nieobecność.
- Zauważyłeś moją nieobecność? Jasne, że tak. Minęło dużo czasu, odkąd opuściłem swój statek.
I nie dokończył zdania, kiedy ponownie zobaczył siebie przed oknem swojego statku. Poczuł lekki ból głowy i musiał się wyprostować, ponieważ uwolnił się od pasa.
Robiąc to, zauważył, że trzymał w ręku kartkę papieru i usłyszał, jak porucznik Rush skarcił go w tle:
- Carlos, widziałeś wystarczająco dużo tego okna. Chodź, musisz coś zrobić.
Kiedy odpowiedział, że pójdzie, przyjrzał się gazecie. Była to notatka, która brzmiała: Astúnduru!
Echo Marsjanina

Eco był Marsjaninem, który miał dwa wieki. W jego świecie dwa wieki to bardzo krótki okres, więc był jeszcze dzieckiem.
Eco miał wielu przyjaciół, z którymi zawsze bawił się w przestrzeni Marsa.
Lubił grać we wszystko, ale uwielbiał chodzić na czerwone, piaszczyste wzgórza, staczać się po nich i wypełniać brudem. W ten sposób pomarańczowy odcień jego skóry stał się bardziej intensywny. To go zafascynowało.
Pewnego dnia Echo bawił się ze swoimi przyjaciółmi i usłyszał za wzgórzem dziwny i bardzo głośny dźwięk.
Poszli zobaczyć, o co chodzi, i nie mogli uwierzyć w to, co widzieli: to był statek, statek poza Marsem!
Bardzo się bali, ale nie mogli przestać patrzeć. Nagle statek wydał metaliczny dźwięk i otworzył się właz. Stąd powstała istota, która była dwa razy większa od Marsjanina.
Ta istota miała białą skórę i przezroczystą głowę, a światło gwiazd odbijało się od głowy tej istoty. Miał na sobie ogromne buty i nie chodził, tylko skakał.
Ponadto na plecach wydawał się nieść coś, co łączyło się z jego głową.
Echo i jego przyjaciele trzęsli się ze strachu i uciekli, gdy zobaczyli, że stwór skacze w ich stronę.
Eko wrócił do domu bardzo zmęczony, a kiedy wszedł, powiedział do mamy:
- Nie uwierzysz mi, mamo: właśnie zobaczyłem pozamarszeński statek i coś z niego wyszło. Stworzenie … - i opowiedział mu wszystko, co widział.
- Daj mi chwilę kochanie. Zaraz wracam. Nie martw się, będziesz tu bezpieczna - powiedziała jej mama idąc do kuchni.
W kuchni nacisnął czerwony guzik i przeniósł się w formie hologramu do sali spotkań z ojcem i burmistrzem miasta, która nazywała się RQ124.
Matka Eco opowiedziała, co się stało, a burmistrz po wysłuchaniu wszystkiego powiedział:
- Spokojnie, wyślemy komisję do zbadania, co się stało. Na razie powiedz dzieciom, żeby zostały w domu.
Pani Ratzy, matka Eco, rozłączyła się i wróciła ze swoim synem, aby mu towarzyszyć i odwracać jego uwagę, oglądając jego ulubione programy.
Jednak Eko był bardzo zaciekawiony i kiedy jego matka była nieostrożna, poszedł zadzwonić do swoich przyjaciół, aby zachęcić ich do zbadania, co się dzieje.
Postanowili wymknąć się do miejsca, w którym po raz pierwszy zobaczyli stworzenie. Na miejscu zauważyli, że poza Marsjaninem wciąż tam jest, jakby na nich czekał.
Jak mógł, poza Marsjaninem dał im do zrozumienia, że potrzebuje pomocy przy swoim statku.
Przestraszone marsjańskie dzieci z początku mu nie uwierzyły, ale potem zdały sobie sprawę, że naprawdę ma kłopoty, więc zdecydowały się wrócić do wioski i znaleźć wsparcie.
Kiedy opowiadali rodzicom, co się stało, musieli usłyszeć besztanie za nieposłuszeństwo i narażanie się bez towarzystwa rodziców. Ale później zgodzili się spojrzeć, żeby zobaczyć, o co chodzi.
Po przybyciu na miejsce „spotkania” zauważyli, że poza Marsjaninem bezskutecznie próbował naprawić statek i chociaż nie przestali odczuwać strachu, pomogli mu.
Po chwili znaków, rysunków i pracy zespołowej udało im się znaleźć awarię statku i go naprawić. Extra-Marsjanin wszedł na swój statek, podziękował za pomoc i wyszedł.
Wszyscy wpatrywali się w kosmos i zastanawiali się, kiedy znowu doświadczą czegoś podobnego.
Moja droga planecie

GHi2 mieszkał w Europie, księżycu planety Jowisz.
Mieszkał z rodziną i codziennie chodził do szkoły. Ze wszystkiego, czego go tam nauczyli, najbardziej podobało mu się poznanie różnych dialektów, którymi mówi się we wszechświecie.
Marzył o rozmowie z istotami z różnych planet.
Uwielbiał rozmawiać z mieszkańcami Mintaki1, satelity krążącego wokół jednej z gwiazd KitúnP4. Podobał mu się sposób, w jaki brzmiały ich słowa i sposób, w jaki błyszczały ich zęby, kiedy mówili.
Lubił też bawić się z chłopcami Centauri. Byli silnymi chłopcami, ale bardzo rycerskimi, odważnymi i zabawnymi. Kiedy tylko mógł, wymykał się na chwilę, żeby się z nimi bawić.
Ale jego ulubioną przygodą było wyobrażenie sobie, że odwiedza błękitną planetę, planetę, o której zawsze mu mówiono cuda i która wzbudzała w nim wielką ciekawość.
Nie rozumiał, dlaczego ta planeta ma tak wielu mieszkańców i nikt nigdy nie odwiedził Europy.
Więc rosło; marzyć, bawić się i dużo się uczyć. Uczyła się i ciężko pracowała, aż pewnego dnia spełniło się jej marzenie: została wybrana do podróżowania i odkrywania błękitnej planety.
Zadanie należało wykonać w całkowitej tajemnicy. Nikt nie mógł zauważyć jego obecności. Robił to przez kilka miesięcy.
Z każdą wizytą bardziej zakochał się w tej planecie, która miała dużo życia, kolorów, mórz, rzek i gór.
GHi2 oddychał ciężko, kiedy zdjął swój hełm ochronny, ale to nie miało dla niego znaczenia. Wolał oglądać piękną scenerię bez szkła pomiędzy nimi.
Nie rozumiał, dlaczego mieszkańcy tej planety nie widzieli, jak piękne jest ich środowisko, a kiedy docierali do nowej przestrzeni, czyniło ją mniej piękną, maltretowaną i prawie martwą.
Pewnego dnia, kontemplując krajobraz, zapomniała się schować i zobaczyło ją dziecko. Mały chłopiec obserwował ją bardzo szczegółowo i kiedy zauważyła, było już za późno, by się ukryć.
GHi2 postanowił podejść do niego i spróbować z nim porozmawiać, ale chłopiec nie rozumiał, co mówi. Potem spróbował wyciągnąć na piasku to, co próbowała mu powiedzieć. Zadziałało.
Chłopiec zrozumiał, że przybywa w pokoju z innej planety.
Od tego momentu dwóm międzyplanetarnym przyjaciołom udało się porozumieć za pomocą rysunków, dzięki czemu wiele rzeczy zostało powiedzianych.
Z biegiem czasu zrozumieli niektóre słowa, których użyli, i podzielili się swoimi doświadczeniami i wątpliwościami.
Chłopiec o imieniu Jaison zaczął bardziej doceniać swoją własną planetę dzięki temu, co mu powiedziała. Zaczęła wierzyć, że ludzie nie są tak prymitywni, jak sądzono w jej galaktyce.
Jaison poprosiła swojego przyjaciela GHi2, aby zabrał go na swoją planetę, przynajmniej na chwilę.
GHi2 poprosił swoich przełożonych o autoryzację, ale stanowczo odmówili.
Chciała jednak zadowolić swojego przyjaciela, więc zabrała go swoim statkiem kosmicznym, pod warunkiem, że w ogóle tam nie opuścił i miał tylko prawo do oglądania.
Jaison posłuchał. Z tego statku spotkał ogromną pomarańczową planetę dziewczyny i będąc tam zauważył, jak piękna była jego własna planeta.
W ten sposób Jaison stał się jednym z głównych obrońców środowiska na Ziemi i ambasadorem planety w utworzonej przez lata Radzie Powszechnej.
Robert astronauta

Roberto był bardzo sprytnym chłopcem, ale w szkole nudził się, zawsze tłumaczyli to samo i nigdy nie rozmawiali o interesujących rzeczach.
Pewnego dnia zapytał swojego nauczyciela, dlaczego nie powiedział im o astronautach, a ona odpowiedziała, że to chińskie opowieści i że nikt nigdy nie dotarł na Księżyc. Roberto powiedział mu, że zrobi to pierwszy, a cała klasa się roześmiała.
Roberto zabrał się do pracy, zrobił sobie skafander i przyniósł go do swojej szkoły. Ale zamiast uzyskać oczekiwany efekt podziwu, śmiali się z niego. Powiedzieli, że w przebraniu nie dotrę na księżyc.
Więc Roberto zaangażował się w budowę statku kosmicznego. Ciężko pracował przez wiele dni.
Pewnego dnia w szkole zaprosił ich, aby spędzili popołudnie w jego domu, aby zobaczyć, jak startuje jego statek kosmiczny. Tego popołudnia Roberto pokazał wszystkim, że jako pierwszy dotrze na księżyc.
Marix

Marix był małym Marsjaninem z planety Mars, który wędrował po nieskończoności wszechświata. Był bardzo samotny, ponieważ nikt inny nie towarzyszył mu w jego przygodzie.
Myślał, że wkrótce znajdzie kogoś, z kim mógłby wskoczyć w pierścienie Saturna i odwiedzić trzy księżyce Jowisza.
Był już w pobliżu Alpha Centauri, kiedy zobaczył mały statek podobny do jego własnego. Próbował przekazać im wiadomość radiową, ale dostał tylko niezrozumiałą wiadomość.
Postanowił więc podążać za nimi. Przez wiele dni podążał za statkiem po całej galaktyce, otrzymując przez radio dziwne wiadomości. Dotarli do planety, która była otoczona dużymi masami różowego płynu, a statek kosmiczny wylądował w pobliżu jednego z nich.
Marix szybko założyła skafander i pobiegła, aby wyjść ze statku. Szybko znalazł się otoczony gromadą stworzeń, które mówiły językiem, którego nie rozumiał. Na szczęście jeden z nich przyniósł urządzenie, które po włączeniu tłumaczyło wszystkie języki galaktyki.
Mędrzec, który miał urządzenie, wyjaśnił, że gdy był młody, podróżował po galaktyce, aby stworzyć słownik wszystkich języków i że przygotowuje kolejną wyprawę, ale jest już za stary, aby podjąć tak żmudną podróż, i zapytał go, czy chciał kontynuować pracę domową.
Marix odpowiedział, że podróżuje od lat i że chce znaleźć przyjaciela do zabawy, ponieważ jest tak znudzony. Mędrzec powiedział mu, że nie będzie problemu i że jak tylko kogoś znajdzie, wznowią wyprawę.
Kilka dni później mędrzec wrócił, aby poszukać Marixa i powiedział mu, że znalazł kogoś, kto mu towarzyszy. Marix nie mogła w to uwierzyć, była najpiękniejszą istotą we wszechświecie. Razem wyruszyli w podróż, aby odzyskać wszystkie języki galaktyki.
Podróż na Marsa i czerwony kamień

Sara już nie pamiętała, jak dawno opuściła ziemię. Musiały minąć miesiące, bo miała długie włosy i kończyły się zapasy żywności. Nie mógł do końca zrozumieć, kiedy wszystko poszło nie tak.
Wszystko zaczęło się jako przygoda. Dołączyła do załogi Omegi 21, chcąc być pierwszą kobietą w historii ludzkości, która znalazła wodę na Marsie.
Na początku wszystko poszło dobrze. Sara była najlepsza ze swojej załogi, bijąc historyczne rekordy w odporności na brak grawitacji i niekorzystne warunki. Z każdym triumfem Sara czuła, że jej miejsce jest w kosmosie, a nie na ziemi.
Mijały miesiące przygotowań. Wszystko było zaplanowane. Wylecieli na Marsa, aby znaleźć cenny surowiec, którego brakowało Ziemi: wodę.
W dniu wyjazdu każdy członek załogi znajdował się w swojej kapsule. Ta rakieta nie przypominała tych, które tradycyjnie wysyłano w kosmos. Ta rakieta przypominała ciało gąsienicy, podzieloną na segmenty i organiczną, wypełnioną pojedynczymi kapsułkami, które miały chronić załogę na wypadek, gdyby coś poszło nie tak.
Jakby to zapobieganie było przekleństwem, gdy rakieta dotarła w kosmos, nie mogła wytrzymać zmiany ciśnienia i wszystkie kapsułki zostały rozerwane na kawałki. Wszyscy oprócz jednego: kapsuła Sary.
Być może minęły miesiące, odkąd wystartowali, a umysł Sary miał tylko dwie możliwości: odciąć dopływ tlenu do kapsuły i zakończyć jej udrękę lub zużyć resztki paliwa, które pozostały, próbując dostać się na Marsa.
Bez namysłu Sara wcisnęła przerażający przycisk. Statek ruszył z pełną prędkością w kierunku czerwonej planety. Po godzinach, które wydawały się latami, kapsuła Sary była zwrócona w stronę Marsa. Ten wydawał się mniej groźny, niż myślała.
Kierując się swoim instynktem, zszedł na powierzchnię Marsa. Nieco przestraszona, włożyła skafander i wyszła z kapsuły.
Schodząc w dół, złapał czerwony kamyk i przytrzymał go. Wystarczyły tylko trzy kroki, aby zostać zassanym na powierzchnię planety i stracić przytomność po katastrofie.
Otwierając oczy, Sara zdała sobie sprawę, że znajduje się w czymś, co wyglądało na szpital. Jej koledzy z załogi trzymali obok niej kwiaty. Gdy tylko otworzył oczy, zaczęli krzyczeć z radości.
Nie wiedział dokładnie, ile miesięcy temu był w śpiączce ani jak się tam dostał. Nie wydawało się to jednak dla niej ważne, ponieważ najbardziej zaintrygowała ją nie świadomość, że nigdy nie opuściła ziemi, ale powód, dla którego leżąc w szpitalnym łóżku, nadal trzymała w dłoni czerwony kamyk.
XZ-41, robot, który chciał być człowiekiem

Od momentu, gdy XZ-41 otworzył oczy, zrozumiał, że nie jest podobny do innych robotów. Było w nim coś, co mówiło jej przez cały czas, że jest inny, coś, co mówiło jej, że nie jest robotem, ale też nie człowiekiem.
XZ-41 został stworzony przez starego i kontrowersyjnego naukowca, dr Allende, który obdarzył go niemal ludzkimi zdolnościami analitycznymi i złożonym systemem emocji.
Krótko mówiąc, Allende stworzył rodzaj humanoida, który nie pasował zbyt dobrze w żadnym naturalnym ani sztucznym porządku.
Chociaż doktor Allende próbował wyjaśnić XZ-41 powody, dla których był inny, nadal nie rozumiał i poprosił swojego twórcę, aby go zmienił, czyniąc go bardziej podobnym do robota lub bardziej podobnym do człowieka. Chciałem być robotem lub człowiekiem.
Pod naciskiem XZ-41 Allende nie miał innego wyjścia, jak tylko przemyśleć jego strukturę. Doktor był dumny ze swojego dzieła, ale jednocześnie kochał XZ-41 jak syna i nie mógł znieść widoku jego cierpienia.
Po godzinach, które zamieniły się w dni i dni, które zamieniły się w miesiące zamknięte w jego laboratorium, Allende wymyślił rozwiązanie problemów XZ-41: uczynił go człowiekiem, najdoskonalszym człowiekiem, jaki kiedykolwiek widziała.
XZ-41 przez wiele miesięcy przeszedł długotrwałe zabiegi. Początkowo bezbolesny na obwodach mechanicznych. Później te procedury zaczęłyby boleć, ponieważ XZ-41 stał się bardziej ludzki.
Doktor Allende miał już kończyć swoją pracę, wystarczyło tylko zainstalować serce w XZ-41, kiedy zachorował i umarł.
XZ-41 był zdruzgotany, ponieważ nie został ukończony przez swojego twórcę, postanowił sam dokończyć transformację. Postanowił więc wziąć serce Allende, aby umieścić je w piersi.
Biorąc skalpel i wysoki poziom precyzji, XZ-41 przeciął klatkę piersiową Allende na pół. Kiedy je otworzył, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Allende nie był człowiekiem, nigdy nim nie był. Allende był, podobnie jak on, robotem, którego twórca nigdy nie dał serca.
Santiago i Księżyc

Santiago codziennie kwestionował swój okrutny los. Nie rozumiał, dlaczego jego ukochany zmarł tak nagle. Nie rozumiała, jak to możliwe, że ten samochód ją przewrócił, kończąc jej życie.
Był zdeterminowany, by zrobić wszystko, by ją przywrócić, zmienić jej przeznaczenie.
Pewnej nocy, siedząc przy barze, podszedł do niego dziwny charakter. Miał na sobie długi, czarny płaszcz, w którym chował ręce. Niespodziewanie ta postać zbliżyła się do Santiago.
Zdając sobie sprawę, co się dzieje, Santiago pospiesznie odszedł od baru. Jednak mężczyzna w czarnym płaszczu położył metalową, elegancką, robotyczną dłoń na jego ramieniu. Biorąc to pod uwagę, Santiago nie mógł ukryć swojego zdziwienia i ciekawości.
Mężczyzna mówił powoli, głębokim, melodyjnym głosem. Powiedział Santiago, że nie ma się czego obawiać. Że był przyjacielem swojej żony. Nie martw się, wszystko było w porządku.
Santiago nie wiedział, co powiedzieć. Ana nie żyła od miesięcy i to był pierwszy raz, kiedy ktoś wymienił jej imię od dnia, gdy ten samochód nią rzucił.
Nie do końca rozumiał, co się dzieje, skoro sam zabrał Anę do szpitala i pożegnał się z nią po jej śmierci.
Jakby mężczyzna potrafił czytać w myślach Santiago, zaczął odpowiadać na pytania jedno po drugim, nawet ich nie zadając. Wyjaśnił, że Ana to nie byle jaka istota ludzka. Matka była selenitą, istotą z innej planety, a jej ojciec był mężczyzną. Wyjaśnił, że Selenitom zawsze daje się kolejną szansę.
Santiago nie wiedział, czy się śmiać, czy płakać, więc milczał i pozwolił mężczyźnie kontynuować wyjaśnienie.
Według niego Ana w tym czasie dochodziła do siebie na Księżycu. Poradzi sobie, ale nigdy nie będzie mogła wrócić na Ziemię.
Mężczyzna wskazał Santiago, że sam jest androidem, przyjacielem rodziny i że przybył na Ziemię, wysyłając Annę, ponieważ spodziewała się, że Santiago dołączy do niego na Księżycu.
Oszołomiony resztą wyjaśnień i niedowierzający tym, co zostało powiedziane, Santiago zażądał od mężczyzny dowodu, że Ana wciąż żyje.
Mężczyzna pokazał Santiago mały ekran, wskazując, że Ana zadzwoni do niego następnego dnia. Gdyby zgodził się odpowiedzieć na to wezwanie, zostałby przetransportowany bezpośrednio na Księżyc.
Nie wiadomo jeszcze, czy ten człowiek powiedział Santiago prawdę. Prawda jest taka, że ani jego rodzina, ani przyjaciele nie widzieli go ponownie po tym dniu.
Burpy

Burpy szykował się do założenia swojego najlepszego garnituru, tego, który nosił tylko w ważne dni. Ten dzień był szczególnie ważny. Był to dzień, w którym w końcu zaatakuje Ziemię, miejsce pełne odrażających stworzeń.
Kiedy skończył swoją rutynę słoneczną, powietrzną i zmierzchową, zaczął iść w kierunku swojego statku zdecydowanym krokiem. Uruchomił silniki i po wypuszczeniu ulewnego strumienia piany wzbił się w ląd.
Wszystko obliczył chłodno. Wiedział, że wyląduje w odludnym miejscu, a następnie ruszy w kierunku dużego miasta, udając człowieka. Kiedy tam dotrze, dojdzie do władzy i uczyni wszystkich ludzi swoimi niewolnikami.
Burpy pomyślał, że podróż na Ziemię jest nudna, więc przyspieszył tempo i zamiast osiągnąć kilka milionów lat świetlnych, dotarł do ziemskiej atmosfery w dwa tygodnie.
Lądowanie jego statku było nieco trudniejsze niż podróż i musiał kilkakrotnie przeliczyć współrzędne miejsca, w którym chciał wylądować.
W końcu wpadł do czegoś, co uważał za las. Burpy nigdy nie był na Ziemi, więc wiedział tylko o tym, co powiedział mu jego ojciec, słynny najeźdźca planety.
Wiedział, że nie potrzebuje maski do oddychania, ponieważ na Ziemi, podobnie jak na jego planecie, istoty żyją na tlenie. Więc odważył się wyjść, nie wcześniej bez sprawdzenia, czy nie wykryto żadnych zagrożeń.
Kiedy uderzył w ziemię, Burpy nie mógł uwierzyć własnym oczom. Był przepełniony uczuciem ogromnej radości, ponieważ Ziemia była bardzo podobna do jego planety.
Po obejrzeniu okolicy poczuł, jak dziwny czerwony przedmiot uderza go w głowę. Kiedy podniósł głowę, zobaczył śmiejące się stworzenie wiszące na czymś, co uważał za drzewo. To stworzenie było dość podobne do tych na jego planecie, ale piękniejsze.
Stwór zszedł z drzewa i zaczął z nim radośnie mówić. Burpy nie rozumiał, co się dzieje, ale nie mógł przestać patrzeć na stworzenie. Po kilku minutach słuchania stwora udało mu się nauczyć jego języka i porozumieć się z nim.
W ten sposób Burpy wyjaśnił jej swoją misję, a ona wybuchnęła śmiechem, nabijając się z jego słów, akcentu i kolorowego stroju. Burpy nie wiedział, co się dzieje, więc zaczął zadawać setki pytań, na które istota łaskawie odpowiadała.
Gdy udzielono odpowiedzi na jego pytania, Burpy stracił całkowite zainteresowanie inwazją na Ziemię i zrozumiał, że istoty tam nie są odrażające.
Właściwie wyglądali bardzo podobnie do tych na swojej planecie. W tym momencie postanowił zawrócić i wrócić na swój statek. Wtedy stwór przytulił go i podziękował.
Burpy nigdy nie zrozumie, dlaczego ta istota mu podziękowała. Prawda jest taka, że dzięki jej życzliwości postanowił zmienić swoje plany i udać się na inwazję na inną planetę.
Gwiezdny posłaniec

W 2030 roku na Marsie był gorący dzień. Słońce płonęło nieustannie, a Marsjanin Gaby nie wiedziała, gdzie ukryć się przed jego promieniami podczas dostarczania poczty.
Był w portfelu dopiero od kilku dni i już przydzielono mu dostawę pakietu kosmicznego lecącego na Ziemię.
Jak wskazał jej szef, Gaby zakończyła rozprowadzanie listów Marsjanom na Marsie i udała się do Neptuna, aby odebrać paczkę, która leciała na Ziemię.
Kiedy dotarła do Neptuna, ogarnęły ją emocje, ponieważ po raz pierwszy postawiła stopę na ziemi tej pięknej planety.
W tym przypadku warto wyjaśnić, że słowo gleba jest nieco nieprecyzyjne, ponieważ Neptun był ogromną kulą wypełnioną wodą.
W ten sposób zaparkował swój statek na pływającym lotnisku kosmicznym. Stamtąd popłynął łodzią i po kilku godzinach żeglowania między kanałami i pięknymi kolorowymi budynkami dotarł do celu: Laboratoriów H2O.
Tam dostał małą niebieską kostkę. Ta kostka była piękna i wydawała się ważna. Jeden z mężczyzn w laboratorium powiedział Gaby, że od dostarczenia tej kostki zależało przetrwanie ludzkości, dlatego niezwykle ważne jest, aby bezpiecznie dowieźć ją do miejsca przeznaczenia.
Gaby przyjęła swoją misję z lekkim strachem, ale z dużym wzruszeniem, bo była bardzo ważna. W ten sposób wrócił na swój statek i wyruszył w drogę na Ziemię.
Trasa nie należała do najprzyjemniejszych, gdyż od Neptuna musiała przechodzić przez Saturn, a droga była nieco kamienista. Próbował jednak polecieć jak najdokładniej, aby dotrzeć do ziemi na czas.
Kiedy dotarła do atmosfery Ziemi i spojrzała na jej powierzchnię, poczuła się oszołomiona i zmieszana. Ziemia była nieregularną kulą koloru ochry. Na jego powierzchni nie było ani jednej kropli wody.
W tym momencie zrozumiał, dlaczego mała kostka w jego rękach jest tak ważna. To było źródło wody potrzebnej do uzupełnienia stanu Ziemi.
Po wielu manewrach i trudnym lądowaniu. Gaby udało się dotrzeć do siedziby laboratoriów H2O na Ziemi. Tam przekazał paczkę uśmiechniętemu i wdzięcznemu zespołowi ludzkich naukowców.
Po dostarczeniu paczki i oddaleniu się od powierzchni Ziemi Gaby obserwowała przez okno, jak planeta stopniowo zmienia kolor na niebieski.
Androidy

Minęło wiele lat, odkąd mężczyzna oddał swoje życie w ręce androidów. Jakby był to nowy zakon niewolników, istoty ludzkie miały liczne androidy do wykonywania swoich codziennych zadań.
Związek między androidami a ludźmi był tak silny, że ich utrzymanie było całkowicie uzależnione od robotów.
Androidy ze swojej strony, ich prawa nie zostały uznane. Ponieważ te najwyraźniej nie były ludźmi. Sytuacja ta wywołała w nich niezadowolenie, które z kolei obawiało się o swoją integralność fizyczną, gdyby ich panowie próbowali ich odłączyć lub skrzywdzić.
Taka sytuacja ludzi na androidach trwała setki lat. Te androidy, którym udało się uwolnić, zostały stworzone przez inne androidy potajemnie.
Zaistnienie w pełni i swobodnie było trudne dla androidów, które dzięki postępowi w nauce cieszyły się fizycznymi, umysłowymi i emocjonalnymi zdolnościami równymi lub wyższymi od ludzkich istot.
Ogólne niezadowolenie sprawiło, że androidy zaczęły potajemnie się spotykać. Kończyli swoje obowiązki i zamiast podłączać się do krajowych źródeł energii, spotykali się w tajnych bankach energii, omawiając swoją sytuację.
Niemożliwe byłoby dokładne określenie dnia, w którym androidy zdecydowały się wystąpić przeciwko potędze człowieka.
Prawda jest taka, że wiele z nich zostało odłączonych i zniszczonych w trakcie tego procesu. Jednak to właśnie to ćwiczenie siły ostatecznie pozwoliło androidom na uzyskanie wolności i dzielenie tych samych praw co ludzie.
Esteban i C2-O2

Za każdym razem, gdy Esteban i C2-O2 szli ulicą ręka w rękę, wszyscy wokół byli w szoku. Bez względu na rok 3017 ludzie niełatwo zaakceptowali, że człowiek i android są razem.
Rodzina Estebana codziennie upierała się, że mógłby znaleźć ludzką dziewczynę, taką jak on. Jednak nie chciał być z człowiekiem, chciał być z C2-O2, mimo że była androidem i chociaż sytuacja między nimi była trudna.
Z biegiem czasu sytuacja nie uległa poprawie dla Estebana i C2-O2. Prawa dotyczące tego typu związków zostały zaostrzone i przebywanie z androidem stało się nielegalne.
Aby się zobaczyć, Esteban i C2-O2 musieli się schować i mimo trudnych warunków obaj odmówili poddania się.
Pewnego dnia przyjaciel Estebana, który znał całą sytuację, powiedział mu, że na Marsie ludzie mogą przebywać z androidami. Tego dnia Esteban spotkał C2-O2 i zaproponował, że pojedzie z nim na Marsa. W obliczu tej alternatywy C2-O2 nie mógł powstrzymać swojego entuzjazmu.
W ten sposób Esteban i C2-O2 uciekli razem, aby być szczęśliwym na Marsie.
Lucy i królik

Lucy była dziewczyną, która mieszkała na farmie z wieloma zwierzętami: kotami, kurczakami, gęsiami, świniami, krowami, końmi. Były też króliki. Lucy była miłośniczką królików.
Miał ulubionego królika zwanego chmurą. Nubecita był puszystym białym królikiem. Opiekowała się nim, karmiła go i rozpieszczała. Bardzo go kochałem.
Pewnego dnia Lucy chciała przyjrzeć się bliżej i postanowiła pójść za nim do jego jaskini. Z jakiegoś powodu udało mu się wejść przez jedną z dziur w swoim labiryntowym domu.
Wewnątrz odkrył inny świat. Nubecita nie była już tym, kim go znała; teraz chodził na dwóch nogach, miał ubranie, teczkę i bardzo mały samochód. Mówił też jak osoba.
Druga strona jaskini wyglądała jak małe, wielkie miasto. Miał ulice, budynki, samochody, domy itp. Wszystko, ale w miniaturze.
Lucy postanowiła pójść za Cloud, który teraz pędził ulicą. Ale chciał to zrobić w ciszy, niezauważony.
Ale potem potknął się o puszkę, która hałasowała i Cloudy prawie to odkrył. Na szczęście udało mu się przez chwilę ukryć i potajemnie podążać za nią, ale w końcu Cloudy zauważył ją i krzyknął:
- Lucy, co ty tu robisz? - W tym samym czasie chwycił ją za ramię i zaprowadził do alejki, żeby z nią porozmawiać i poprosić o zachowanie tajemnicy, bo nikt nie mógł się dowiedzieć o jej przybyciu.
- Ale dlaczego pochmurno? Ten świat jest niesamowity i bardzo piękny.
- Dlaczego nie. Ludziom nie wolno na tym świecie. To jest inny wymiar. Każde stworzenie we wszechświecie ma swój wymiar. W ten sposób króliki rządzą światem. Tylko nieliczni mogą podróżować między wymiarami. Robię to, ale przestrzegam zasad. W twoim świecie jestem tylko twoim zwierzakiem i uwielbiam nim być.
- Wow, jesteś podróżującym królikiem! A dlaczego tu jestem?
- Właśnie o to zadaję sobie pytanie - odparł królik poważnym tonem.
Następnie Cloud Little poprosił go, aby zaczekał do czasu, kiedy nie będzie tak wielu ludzi (lub tak wielu królików), aby udać się tam, gdzie będą mogli znaleźć odpowiedzi.
W końcu uciekł, okrył ją wieloma kocami, żeby nikt nie mógł jej zidentyfikować.
W końcu przybyli z Mionaną, rodzajem szamana w tym wymiarze. Opowiedzieli jej, co się stało, a ona bez zdziwienia powiedziała nawet:
- To się znowu dzieje! Nie martw się, rozwiążemy to.
- Jak możemy to rozwiązać Mionana? - zapytał Cloud.
„Proste” - powiedział szaman. Lucy będzie musiała wypowiedzieć samogłoski z zamkniętymi oczami. Gdy wymawiasz ostatnią samogłoskę, poczujesz stuknięcie w czoło.
Okej - odpowiedziała Lucy, która wbrew sobie zamknęła oczy i przygotowała się do wyjścia, ale najpierw zapytała, czy może wrócić.
- Oczywiście, że możesz wrócić, ale musisz to zrobić w ciszy i tak, aby nikt Cię nie widział - powiedział mu Mionana.
Wtedy Lucy zamknęła oczy i zaczęła głośno mówić:
A, e, i, o … nie skończył wymawiać u, kiedy poczuł pukanie w czoło i nawet z zamkniętymi oczami zauważył poświatę.
Kiedy otworzył oczy, był już przed klatką dla królików, siedział i był nieco oszołomiony.
Pomyślał przez chwilę, że to był sen, ale kiedy przeszukał kieszenie, znalazł maleńkie zdjęcie swojej chmury i uśmiechnął się.
Oliver i cierpliwość

Był rok 2030. Planeta nie miała już ulic; latały samochody. Ludzie nie wyjeżdżali na wakacje na plażę czy w góry, ale na inne planety.
Tak wyglądało życie, gdy Oliver i jego rodzina zdecydowali się udać do Rigel, jednej z gwiazd Oriona. Uwielbiali tam podróżować, ponieważ mogli zobaczyć z niego różne słońca.
Ponadto ludzie, którzy mieszkali w tej gwieździe, byli bardzo przyjaźni i pili pyszne niebieskie koktajle. Oliver naprawdę lubił te spacery.
Na szkolnych wakacjach pojechali odwiedzić Oriona, ale po drodze rozbił się rodzinny statek.
Rodzice Olivera byli zaniepokojeni i żałowali, że to nie było poważne, ponieważ byli w środku kosmosu, a statek zawodził, a Oliver naprawdę chciał dostać się do Oriona.
Tata Olivera wyszedł, aby spróbować naprawić usterkę. Biorąc pod uwagę, że trwało to długo, Oliver zaczął się niecierpliwić i wstawał co chwilę z miejsca, aby zapytać matkę, na co odpowiedziała:
- Musisz być cierpliwy, mój chłopcze. Spróbuj czymś się rozproszyć. Tata robi wszystko, co w jego mocy, żeby naprawić awarię silnika, żebyśmy mogli kontynuować podróż.
Ale Oliver nie wiedział, co robić i nadal był niespokojny i pytający. Wtedy jego matka zasugerowała, żeby policzyć meteoryty, ale Oliver powiedział:
- Nie mamo, to mnie nudzi.
- Policzmy gwiazdy, dobrze?
- Nie mamo, zawsze tracę rachubę - narzekał Oliver.
- W porządku. Wymieńmy więc najbliższe gwiazdy.
- Tak mamusiu, bardzo bym chciał!
Zaczęli nazywać najbliższe im gwiazdy i stracili już rachubę, ile niosą, gdy matka Olivera zauważyła, że zasnął.
Schronił go iw tym momencie przybył jego tata:
- Gotowa kochanie, możemy iść dalej. To było trudniejsze niż się spodziewałem, ale już to rozwiązałem.
- Doskonale kochanie. Położę Olivera i pomogę ci w podróży.
Uruchomili statek i wrócili na właściwe tory. Kiedy Oliver się obudził, byli już w jego ulubionym miejscu, gdzie mogli spędzić wakacje życia.
W rytmie technologii

Nina była bardzo zdenerwowana, zbliżał się dzień ukończenia szkoły i nie miała z kim iść na tańce, chociaż czekała, aż Augusto ją zaprosi.
Nie miał też pojęcia, w co się ubrać. Zadzwoniła do swoich przyjaciół, aby przyszli do jej domu i pomogli jej zdecydować.
Zaraz po przybyciu zabrali się do pracy: weszli do wirtualnego sklepu z telefonu Nadii, jednej z przyjaciółek Niny.
Wreszcie, po chwili oglądania modeli skonfigurowanych z pomiarami Niny, pobrali najlepsze opcje i przetestowali możliwe kombinacje.
Spódnica mini w kolorze fuksji i koszula w kolorze musztardowym wydawały się najbardziej atrakcyjne, ale próbowali jeszcze chwilę, aż zdecydowali się na spódnicę w kolorze fuksji i koszulę w kolorze musztardy.
- Gotowa - powiedziała Nina. - Uwielbiam ten. Poproszę o przyniesienie mi go. Dziękuję dziewczyny za pomoc w wyborze!
Pięć minut później zadzwonił dzwonek, a kiedy otworzyłam drzwi, zobaczyłam sukienkę, którą właśnie wybrali.
Podczas gdy to działo się w domu Niny, Augusto był zdenerwowany, ponieważ chciał zaprosić Ninę, ale nie mógł tańczyć.
Jego przyjaciel César, który był znakomitym tancerzem i bardzo dobrym technologią, powiedział mu:
- Pokażę Ci aplikację, która pomoże Ci rozwiązać Twój problem.
Następnie Cesar umieścił chip na swoim ramieniu, który podłączył do małego urządzenia podobnego do miniaturowego pilota.
Augusto zaczął widzieć w okularach wirtualnej rzeczywistości najpopularniejsze w tej chwili kroki taneczne. I dzięki chipowi, który umieścił w nim jego przyjaciel, poczuł impuls ruchu w stopach, zgodnie z obserwowanymi obrazami.
W ciągu dwudziestu minut Augusto został tancerzem. Następnie zachęcono go, aby zadzwonił do Niny i zaprosił ją.
Z drżącymi nogami i motylami w brzuchu zawołała Ninę, która ukryła swoje emocje mówiąc: tak.
Poszli na tańce i spędzili naprawdę fajne popołudnie.
Przygoda w lesie

Była sobie kiedyś grupa przyjaciół, którzy chcieli przeżyć przygodę.
Codziennie bawili się na miejskim rynku, ale nudzili się, bo nie mieli już zabawek, wszystkie się zepsuły, więc postanowili wymyślić własny świat gier.
Wyobrażali sobie, że plac to ogromny las i że muszą przez niego przejść, aby dotrzeć do wodospadów i wypić jak najwięcej wody.
Zaczęli grać i wszystko szło świetnie, aż nagle poczuli pragnienie i bardzo gorąco.
Ich ubrania były zabrudzone i z trudem mogli otworzyć oczy, ponieważ przeszkadzało im światło słoneczne. Upał był nie do zniesienia i pospieszyli, aby dotrzeć do wodospadu, ponieważ czuli, że zemdleją.
Po drodze spotkali mężczyznę jadącego konno i zapytali go, jak najlepiej znaleźć wodospady.
Mężczyzna nie znał ich języka, więc trudno mu było je zrozumieć i odpowiedzieć na nie. Jednak udało mu się wskazać im kierunek, w którym powinni podążać.
Udało im się także zrozumieć, że był w Amazonii w 1940 roku. Dzieci były zdezorientowane. Mieszkali w Ameryce w XXI wieku. Jak oni się tam dostali?
To było ważne pytanie, ale pilną rzeczą było ugasić pragnienie, więc szli dalej tam, gdzie wskazał piechur.
W końcu jednemu z chłopców udało się zauważyć upadek. Nie mogli w to uwierzyć. Pobiegli rozpaczliwie i wskoczyli do wody. Pili, kąpali się, pływali … Byli szczęśliwi.
Nagle dziewczyna w grupie przypomniała sobie, co powiedział im mężczyzna, a także przypomniała sobie, że zanim zaczęła czuć, że las jest prawdziwy, wszyscy grali w grę wideo.
To musiał być powód tak dziwnej sytuacji; oni sami byli bohaterami gry wideo, w którą grali w rzeczywistości.
Mieli już przed sobą nową przygodę. Aby wrócić do rzeczywistości, musieliby ukończyć wszystkie fazy gry wideo.
Lyricslandia

Storyblocks
Dawno, dawno temu Letralandia, ogromne miasto położone w największym komputerze na świecie. W tym mieście listy żyły bardzo szczęśliwie, ponieważ używano ich codziennie. Byli przydatni.
Litery pojawiły się bardzo wcześnie (były takie, które nawet nie musiały spać), aby można je było użyć w milionach słów.
W tym wielkim mieście listy podróżowały wszędzie samochodami o różnych kształtach i rozmiarach. Podczas każdej podróży nosili inny kolor.
Ale na obrzeżach Letralandii było kilka mniej aktywnych wiosek, które były nieco zakurzone: był to sektor znaków interpunkcyjnych.
Atmosfera w tym sektorze była inna niż w pozostałej części Letralandii.
Wiele zamykających znaków interpunkcyjnych było w dobrym stanie, zdrowych i szczęśliwych, ale pozostałe znaki, zwłaszcza otwierające znaki interpunkcyjne, wyglądały na wymizerowane, prawie bez życia.
Niektórzy leżeli na ciemnych ulicach, na własne życzenie. Inni byli zamknięci w małych pokojach, siedząc na kanapie i oglądając filmy. Wyglądali jak zombie.
Były to znaki interpunkcyjne, których nie używano, a gdzie były używane, były nadużywane.
Tak minęły dni tych sektorów, aż ujawniono wykrzyknik:
- To nie może tak trwać. Nie mogą o nas zapomnieć - powiedział zdecydowanie.
I poszedł do centrum Letralandii, gotowy, by zostać zauważonym.
Następnie przy każdym pisaniu uruchamianym przez dowolnego użytkownika komputera pojawiał się wykrzyknik otwierający (¡).
Właściciel komputera początkowo uważał, że to pomyłka, jednak jego uwagę przykuło umiejscowienie znaku i chciał wiedzieć, do czego służy.
Zajrzał do słownika i powiedział Eureka! Nauczył się czegoś nowego; w języku hiszpańskim do otwierania i zamykania zdań używa się znaków interpunkcyjnych.
Poza tym wydostał się z rutyny… w końcu!
Park

Był to rok 3250 na planecie Ziemia. Nie można było się opalać, niebo pokrywała szara i amorficzna warstwa.
Hellen i David bawili się w domu wysterylizowanymi kamieniami, które ich matka kupiła im miesiąc wcześniej.
Nie chcieli wychodzić na patio, ponieważ kombinezon ochronny, który musieli nosić, aby uniknąć zakażenia, był ciężki.
„Mamo, czy możemy wyjść bez kombinezonów ochronnych?” Zapytała ciekawie Hellen.
- Nie, moje kochanie. To niebezpieczne - powiedziała matka.
- Chcę grać jak te dzieci w historiach, które opowiadają nam dorośli. Ci, którzy grali w… par… par… parkach! Jak dzieci, które bawiły się w parkach bez tych ciężkich garniturów, które musimy nosić.
Hellen i jej brat zawsze słyszeli historie, że dawniej dzieci bawiły się w miejscach zwanych parkami, ale stopniowo były porzucane, aby zamknąć się w swoich domach i bawić się urządzeniami.
- Kochanie, wiesz, że mogliby to zrobić wcześniej, bo było inaczej. Ludzie byli wypełnieni szybko niszczącymi urządzeniami, a w naszej atmosferze, w powietrzu, gromadziło się wiele odpadów. Teraz nie możemy być na zewnątrz bez ochrony.
Słyszeli już tę odpowiedź, ale Hellen i David nie mogli jej zrozumieć. Nie wiedzieli, jak ludzie na to pozwolili.
Nie wiedzieli, jak można raczej być zamkniętym na tak długo, niż bawić się i biegać swobodnie, kiedy tylko można.
Tak więc minęło jeszcze kilka miesięcy, aż pewnego dnia Hellen ponownie zadała to samo pytanie, ale tym razem jej matka zaskoczyła ją odpowiedzią:
- A jeśli zaproponuję coś lepszego?
- Coś lepszego?
- Tak, a może zbudujemy tam nasz własny park?
- Yesiiii - krzyczeli podekscytowani bracia.
Potem zabrali się do pracy. W tę niedzielę cała rodzina zaczęła budować własny park na parkingu przed domem.
Spędzali z rodziną fajne godziny. Tworzyli, pracowali, bawili się i też się męczyli, ale co najważniejsze: jako rodzina przeżyli inny moment.
W końcu szczęśliwie obserwowali bardzo kolorowy park z różnymi grami w bezpiecznym garażu domu.
W ten sposób dzieci mogły odkryć coś bardzo podobnego do parku, bez narażania zdrowia … przynajmniej podczas przeprowadzki na inną planetę.
Atak obcych

Nie byłem na suchym lądzie od lat, przyjechałem tu z misją eksploracji galaktyki w poszukiwaniu inteligentnego życia.
Ale myślę, że moje szczęście się zmieni, otrzymaliśmy ostrzeżenie, że znaleźli oznaki życia na niezbyt odległej planecie, a my jesteśmy najbliżej. W końcu znów poczuję ciężar grawitacji!
Jestem podekscytowany, mam wszystko spakowane, żeby zejść z tego statku i nie wracać na niego przez długi, długi czas. Mam tylko nadzieję, że warunki panujące na naszej planecie pozwolą nam żyć w pokoju.
Gdy się zbliżamy, na horyzoncie majaczy rodzaj owalnego budynku i kierujemy się w jego stronę. Kiedy schodzimy ze statku, wyłania się z niego humanoidalna forma.
Mówi coś w języku, którego nie znamy, a żadne z naszych urządzeń nie wydaje się być w stanie tego przetłumaczyć. Coraz więcej humanoidalnych form zaczyna nas spotykać, nie różnią się od nas tak bardzo!
Ale coś się zmienia w otoczeniu, ktoś się rusza, ktoś wyjmuje nieznane urządzenie. To broń, strzały lecą we wszystkich kierunkach, a my biegniemy w stronę statku tak szybko, jak potrafimy.
Tylko jedna trzecia załogi dociera na statek. Będziemy nadal szukać innej planety.
Niekończący się świat

Źródło: pixabay.com
Wiedzieli, że nie będą tacy sami po apokalipsie, która właśnie się wydarzyła. Wiedzieli, że już nigdy nie postawią stopy w swoich domach ani nie zjedzą tego, co jedli do tej pory. Każdy ślad cywilizacji, jaki znali, został zmieciony z powierzchni ziemi.
Kiedy naukowcy zaczęli eksperymentować z jądrową nauką kosmiczną, nigdy nie wyobrażali sobie, że jej moc może wymknąć się spod kontroli.
W przeszłości przeprowadzono wiele udanych eksperymentów w bazach na Marsie i Księżycu. Nikt nie umarł, a wioski położone w obu sferach wezwały swoje rodziny na ziemi, aby uczcić postęp ludzkości.
Jednak coś poszło nie tak na ziemi. Eksplozja wymiarów, których nie można opisać, wstrząsnęła ziemią od skorupy do jej jądra.
Nagle wszystkie wulkany eksplodowały przez wiele dni zgodnie. Oceany wymazały wybrzeża, a w ich wyniku zrujnowały miasta i wyspy zniknęły.
Z powodu gazów uwolnionych podczas eksplozji niebo już nigdy nie będzie niebieskie. Teraz był czerwonawy, jakby go zranił, a teraz krwawił.
Nieliczni, którzy przeżyli katastrofę, nie potrafili jeszcze wyjaśnić, jak udało im się utrzymać na nogach bez szwanku. Wszystko to wydawało się koszmarem, z którego nigdy się nie obudzą.
Nagle wulkany przestały wybuchać. Oceany uspokoiły ich wściekłość, a niebo stopniowo zmieniło kolor na niebieski. Ci, którzy przeżyli, nie mogli zrozumieć, co się dzieje.
Bez ostrzeżenia i sygnału powierzchnia ziemi w mgnieniu oka zaczęła się wypełniać roślinnością. Wszystkie ruiny były pokryte bujnymi drzewami owocowymi.
Wszystkie zasoby ziemi zostały odnowione, a liczne i nieznane gatunki zwierząt zaczęły zasiedlać ziemię w ciągu kilku godzin.
Wszyscy wiedzieli, że świat już nigdy nie będzie taki sam. Jednak to już nie miało znaczenia, bo w powietrzu można było dostrzec głębokie pragnienie, by wszyscy ocaleni musieli zacząć od nowa nowe życie.
Powszechne uczucie szczęścia unosiło się w powietrzu z powodu tej nowej okazji, którą dała im ziemia.
Moje drugie ja

To był normalny poranek, leżałam w łóżku, ale wiedziałam, że coś jest nie tak. Ona tam była. Nie wiem, kim był, ale wyglądał jak ja. Nie tylko wyglądał jak ja, ale mówił jak ja.
Zapytałem go, jak się nazywa, chociaż znałem już odpowiedź, a on powiedział moje. Przygotowywał się do pójścia do szkoły z moimi rzeczami, więc zapytałem go, co robi. Odpowiedziała, że mój czas się skończył, że czas przejść na emeryturę i zajęła moje miejsce.
Powiedział, że gdybym się nie zachowywał, ojciec zabierałby mnie na warsztat, nie wiedziałem, co to za warsztat, ale nie zostałbym, żeby się dowiedzieć.
Wybiegłem z pokoju i zbiegłem po schodach. Mój ojciec dzwonił do mnie, ale miał zły głos, więc wybiegałam tylnymi drzwiami do lasu.
Nie wiem, jak długo biegałem, ale nie zatrzymałem się, dopóki nie poczułem, że obszar, w którym się znajdowałem, jest nieznany. Usiadłem pod drzewem, żeby pomyśleć o tym, co się stało. Nic nie rozumiałem, kim była ta druga dziewczyna, dlaczego wyglądała jak ja i dlaczego miała zająć moje miejsce.
Usłyszałem kroki w pobliżu i odwróciłem się, a oto mój ojciec z grymasem i gniewną twarzą. Powiedział, że wie, gdzie mnie znaleźć, skąd wiedział? Nigdy tu nie byłem. Coś zamgliło mi wzrok i straciłem przytomność.
Obudziłem się w łóżku, znowu był poranek, to wszystko był zły sen. Zadzwoniłem do mamy, żeby opowiedzieć jej o moim koszmarze i zawsze to robiła, żeby mnie uspokoiła. Kiedy mu powiedziałam, słodkim głosem powiedział mi, że nic się nie stało, ale żebym się lepiej zachowywał, inaczej ojciec zabierze mnie z powrotem do warsztatu.
Wirus

Źródło: pixabay.com
Ziemia już dawno była ziemskim rajem, jakim była w swoim czasie. Nadmierna eksploatacja zasobów doprowadziła życie ludzkie do skrajnej sytuacji.
Zanieczyszczenie wód przez przemysł całego świata przyprawiło nas o chorobę. Ludność została zdziesiątkowana, ale politycy nadal twierdzą, że wszystko jest w porządku.
Ludzie tłoczą się na ulicach, prosząc o jedzenie i wodę, ale nikt nie ma co włożyć do ust. Pierwszy świat stał się ściekiem, więc nie chcę sobie wyobrazić krajów, które zostawiliśmy w ręce Boga, eksploatując jego zasoby.
Szpitale powinny być od jakiegoś czasu pełne, ale lekarze wydają się być spokojni i opanowani. Coś tu jest nie tak, coś się dzieje.
Mijają dni i zaczynają się dziać dziwne rzeczy, nie słychać już ludzi pytających na ulicach, panuje spokój, a nawet cisza. Minęło lata, odkąd to się stało.
Postanawiam zabrać swoją radioaktywną maskę i przejść się przez resztki lasu. To dziwne, przysiągłbym, że las był bliżej, po prostu widzę wokół siebie stosy ziemi. Kiedy patrzę na jednego z nich, widzę zwłoki, ale zwłoki są zielone, a jego oczy są przekrwione.
Próbuję się stamtąd jak najszybciej wydostać, słyszę za sobą głosy, odwracam się, a oni mają broń. Próbuję podnieść ręce, żeby pokazać, że nie jestem uzbrojony. Moje ręce nie są już moimi rękami, teraz są zielone, mają ten sam kolor co zwłoki. Jeden z umundurowanych podchodzi do mnie, już za późno - mówi - Cześć.
Rukos

Rosa była szczęśliwą dziewczyną. Miał konsole do gier, telefon komórkowy, telewizor wirtualnej rzeczywistości, tablet, a nawet małego cyborga imieniem Ruko. Cóż, cyborg należał do wszystkich dzieci na świecie, ponieważ była to najbardziej pożądana zabawka. Oczywiście Daniela, super przyjaciółka Rosy, też to miała.
Na początku Ruko niewiele zdziałał. Mawiał „cześć”, „cześć”, „kocham cię”, chrapał, gdybyś kazał mu iść spać, i śpiewał dowolną piosenkę.
Z biegiem czasu producenci zabawki doskonalili Ruko i on już chodził jak normalny człowiek, umiał grać w karty czy szachy, a nawet jadł. Wszystkie dzieci uwielbiały swojego Ruko. Był zabawny, mądry i pomagał ci w odrabianiu lekcji. Był prawie jak prawdziwe dziecko.
Wkrótce dzieci na całym świecie zaczęły przestać spotykać się z przyjaciółmi, ponieważ wolały być z Ruko. Na podwórkach szkolnych wszystkie dzieci włączały telefony komórkowe, aby zadzwonić do Ruko, a kiedy szły do kina lub do wesołego miasteczka, również jechały z Ruko.
Rosa również była zachwycona swoją zabawką i nie miała już kontaktu z Danielą. Rozmawiali tylko wtedy, gdy ich rodzice zatrzymali się na ulicy, żeby porozmawiać, ale prawie nie było między nimi żadnej rozmowy. Pomyśleli tylko o tym, co ich Ruko będzie robił sam w domu.
Jednak pewnego dnia Ruko Rosy zaczęło zawodzić. Myślała, że to bateria, ale w rzeczywistości zabawka miała zwarcie w środku i ledwo mogła mówić ani się poruszać.
Rosa i jej rodzice zabrali robota do sklepu pomocy technicznej. Na szczęście miał układ, ale przygotowanie go zajmie miesiąc.
-Jeden miesiąc? Mamo to długo - powiedziała gniewnie Rosa.
Technik powiedział mu, że może zastąpić Ruko, ale będzie musiał wpłacić obligację w wysokości 150 dolarów. Rosa nie miała pieniędzy, a jej rodzice odmówili ich zapłaty.
„W tym miesiącu mamy wiele wydatków w domu, nie możemy sobie pozwolić na zostawienie tutaj tych pieniędzy” - powiedział jej ojciec.
Płakała i płakała, myśląc, że minie miesiąc bez swojego przyjaciela-robota. Jednak nic nie mógł zrobić.
Tego dnia i następnego i następnego był naprawdę smutny. Tęsknił za swoim cyborgiem, a także przeszkadzało mu widzieć wszystkie dzieci na swojej ulicy iw szkole ze swoim. Rosa była ogromnie znudzona i godzinami leżała na sofie, oglądając telewizję lub grając na konsoli do gier. Ale bez Ruko to nie było to samo.
Jej matka, zaniepokojona jej smutkiem, wpadła na pomysł, jak poprawić nastrój Rosy. Wyjęła stary rodzinny album ze zdjęciami i usiadła obok małej dziewczynki, aby mogli obejrzeć je razem. Rosa początkowo nie miała na to ochoty, ale kiedy jej matka przewracała strony, była szczęśliwa.
Pojawiły się zdjęcia, kiedy Rosa była dzieckiem, kiedy wypadł jej pierwszy ząb, kiedy miała pięć lat, z Bożego Narodzenia lub kiedy nauczyła się pływać w miejskim basenie. Rosa zdała sobie sprawę, że na wszystkich zdjęciach jest obok niej osoba: jej przyjaciółka Daniela.
Oboje byli w tym samym wieku i razem dorastali, ponieważ ich rodzice byli bliskimi przyjaciółmi. Zdjęcia przypomniały Rosie wszystkie przeżyte chwile i śmiech, jaki rzucali w szkole lub w parku.
Nagle Rosa zaczęła bardziej tęsknić za przyjaciółką, a Ruko mniej. Każdego popołudnia przeglądała album ze zdjęciami, pragnąc napisać lub zadzwonić do Danieli, żeby znów byli przyjaciółmi, ale to ją zawstydziło.
-Po tak długim czasie bez słowa, jestem pewien, że nie tęskni za mną. Poza tym ma swojego Ruko … - pomyślała ze smutkiem Rosa.
Pewnego popołudnia Rosa poszła szukać swojego albumu, ale nie mogła go znaleźć. Zapytał ojca i matkę, ale oni też nic nie wiedzieli. Rosa nagle znalazła się bez Ruko i bez swojego albumu.
Kilka dni później ktoś zapukał do drzwi. Rosa poszła otworzyć drzwi i znalazła przy nich Danielę. W rękach trzymał album ze zdjęciami.
- Twoja mama dała mi to i oglądałem - powiedziała Daniela.
„Możesz mi go oddać?” - powiedziała Rosa.
-Jeśli znów jesteś moim przyjacielem - powiedziała Daniela.
„Tak! Ale czy nie będziesz chciał więcej bawić się swoim Ruko?” Zapytała Rosa.
W tym momencie w drzwiach pojawiły się dwie matki z dwoma Rukosami i zdecydowały, że teraz będą się bawić razem, tak jak wcześniej, i że cyborgi będą trzymane razem w szufladzie, aby mogli im towarzyszyć. Zaakceptowali i przytulili się.
Następnego dnia grali w linę, na huśtawkach lub w tag teamie. Wszystkie dzieci były zaskoczone, ponieważ nie bawiły się Ruko ani telefonami. Wkrótce jednak wszystkie roboty znalazły się w szufladzie, a dzieci z całej szkoły znowu się ze sobą bawiły.
Nieoczekiwany przywódca

W roku 2125 World Aerospace Agency zdążyła już skontaktować się z innymi planetami z pozaziemskim życiem.
Połączenie było nadal bardzo szczątkowe, ponieważ technologia nie była tak zaawansowana, a podróżowanie na inne planety było nadal bardzo trudne dla większości cywilizacji w Układzie Słonecznym.
Stosunki z Marsem układały się dobrze i nawet Marsjanie i Ziemianie wymieniali się prezentami. My, ludzie, wysyłamy na statek InSight II czekoladę, lilie, płytę z muzyką rockową i książkę Don Kichota de la Manchy.
Ze swojej strony mieszkańcy Marsa przysłali nam robota-zabawkę w kształcie Marsjanina, drogocennego kamienia, który był tylko na ich planecie i baterii, która nigdy się nie wyczerpała, która pomogła wielu biednym krajom.
Świetnie dogadywaliśmy się z „czerwoną planetą”, ale z Wenus było zupełnie inaczej.
Ponieważ planeta znajdowała się dalej od Wenusjan, komunikacja była nieco bardziej skomplikowana. Jedynym sposobem kontaktu był system podobny do alfabetu Morse'a, w którym wiadomości były krótkie i często docierały do środka.
Pewnego razu przywódca Ziemi wysłał list do przedstawiciela Wenus, w którym napisano:
"Chcemy być twoimi przyjaciółmi i zniszczyć wszelkie złe relacje między nami a twoją planetą."
Jednak ponownie połączenia zawiodły i Wenus przybyła tylko:
"Chcemy być twoimi przyjaciółmi i zniszczyć wszelkie złe relacje między nami a twoją planetą."
Wenusjanie byli zszokowani, gdy zobaczyli wiadomość i wkrótce zorganizowali się do obrony przed atakiem. Byli przekonani, że mogą pokonać Ziemię, ponieważ ich technologia była znacznie lepsza.
W rzeczywistości, zgodnie ze zwyczajem ich cywilizacji, wysłali oświadczenie, w którym poinformowali Ziemię, że przywódca Wenus udał się na „błękitną planetę”, aby spotkać się ze swoim przedstawicielem:
„4 września 2125 r. O godzinie 12 na Ziemi nasz przywódca wyląduje w Waszyngtonie, aby podpisać akt wojny”.
Jednak Biały Dom nigdy nie otrzymał tego oświadczenia z powodu szczęśliwych połączeń, więc w żadnym momencie nie sądzili, że została wypowiedziana wojna między planetami.
Data nadeszła i Wenusjanie udali się na Ziemię. Po prawie 50 godzinach podróży weszli w atmosferę, przez centralne tropiky. W tym momencie gęsta warstwa ozonowa i nieoczekiwane burze spowodowały, że pilot statku kosmicznego stracił swój kurs i współrzędne.
Po odzyskaniu kontroli i kilkukrotnym okrążeniu planety wylądowali tam, gdzie ich zdaniem znajdował się Biały Dom.
Otworzyli właz statku i przywódca Wenusjan i jego strażnicy zeszli na ziemię. Byli zaskoczeni pięknem tego miejsca. Rzeczywiście wszystko było białe, ale nie mogli znaleźć słynnego Domu. Coś niemożliwego, ponieważ wylądowali na swoim statku w pobliżu Laponii, niedaleko Finlandii.
Cisza tego miejsca postawiła ich w stan pogotowia, ponieważ myśleli, że to może być pułapka. Nagle w krzakach rozległ się hałas, a strażnicy wycelowali potężną broń. Pojawił się pies i nieśmiało podszedł do gości.
„Przestań”, powiedział wenusjański przywódca w swoim języku. -Ja jestem Makuly, jestem najważniejsza z planety Wenus, czy możesz nas zrozumieć?
Pies oczywiście nic nie powiedział. Tylko się uśmiecham.
„Czy jesteś przywódcą tej planety?” - zapytał Makuly nieco zdziwiony.
Pies zaczął radośnie merdać ogonem na boki. Wenusjanie nic nie rozumieli.
„Rozmawialiśmy za pomocą kodu międzyprzestrzennego, wiem, że nas rozumiesz, dlaczego nie odpowiadasz?” Wenusjański przywódca zaczął się denerwować.
„WOW!” Powiedział przyjazny pies.
„To obraza naszego ludu! Powstrzymaj go, bierzemy go jako zakładnika na naszą planetę!” Rozkazał Makuly swemu strażnikowi.
Pies nie stawiał oporu i poszedł z nimi bardzo szczęśliwy. Obcy uruchomili statek i wrócili na swoją planetę, myśląc o tym, jak torturować swojego zakładnika i jak zaatakują tę dziwną planetę.
Po dotarciu do Wenus zamknęli szczeniaka w celi o maksymalnym bezpieczeństwie z dwoma strażnikami. Tymczasem siły zbrojne Wenus przygotowują strategię ataku na Ziemię.
Jednak mijały tygodnie i strażnicy w celi polubili psa. Za każdym razem, gdy przynoszono mu jedzenie, machał ogonem, uśmiechał się do nich lub obficie polizał ich twarze.
Postanowili go uwolnić i zabrać z powrotem do Makuly. Wyjaśnili, jaki był szlachetny i kochający, co skłoniło wielkiego przywódcę do myślenia.
Wkrótce Makuly i pies stali się wielkimi przyjaciółmi, co skłoniło plany ataku na Ziemię, jak planowano anulować.
Tymczasem na błękitnej planecie nikt nie wyobrażał sobie, że pies uratuje życie każdej z żyjących tam istot.
Bibliografia
- MOYLAN, Tom. Skrawki nieskażonego nieba: science fiction, utopia, dystopia.
- KETTERER, David. New Worlds for Old: The Apocalyptic Imagination, Science Fiction i American Literature. -. Indiana University Press, 1974.
- HOAGLAND, Ericka; SARWAL, Reema (red.) Science fiction, imperialism and the Third World: Essays on postkolonialna literatura i film. McFarland, 2010.
